Letnie warsztaty w SCK

0
98

Nikt chyba tak nie lubi wakacji, jak my, dzieci. I nic w tym dziwnego, przecież ile można się uczyć, no nie? Trochę szkoda mi tylko rodziców, że nie mogą codziennie z nami grać w piłkę i wygrzewać się na plaży, bo muszą chodzić do pracy. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dzięki temu zostaliśmy z siostrą zapisani na warsztaty artystyczne do Sochaczewskiego Centrum Kultury. Jest nas całe mnóstwo! I moje obawy, że siostra skończy ze mną w grupie, okazały się nieadekwatne do sytuacji. Ja jestem w grupie chłopaków, a ona w grupie dziewczynek. Razem jednak bawimy się super, bo instruktorzy nie pozwalają nam się nudzić. Budowaliśmy już ogromne zamki z kartonu, śmieszne kapelusze z koronek (ja zrobiłem sobie wąsy – żeby nie było), kolorowaliśmy chodniki a nawet mieliśmy sesję fotograficzną! Taką prawdziwą, którą przygotowała dla nas Pracownia Eksperymentów SCK.

Moje koleżanki strasznie się tą sesją przejęły i przyniosły balowe sukienki. My, z chłopakami nie byliśmy oczywiście gorsi i wystąpiliśmy w indiańskich pióropuszach. Trochę się z nas dziewczyny śmiały, ale zaimponowaliśmy im na zajęciach z survivalu czyli sztuki przetrwania! Okazało się, że potrafimy rozpalić ogień z trawy, siana i takich specjalnych kamieni, co jak się o nie uderza, to wyskakują z nich iskry… Było tak fajnie, że zapomnieliśmy o wzajemnych urazach i razem śpiewaliśmy w niebogłosy wakacyjne przeboje i tańczyliśmy do skocznych piosenek. Wspólnie też przenieśliśmy się na scenie w świat czarnoksiężników i czarownic, gdzie odgrywaliśmy różne role. Mój kolega chciał nawet, żebyśmy jako Indianie udali się na polowanie na mamuty. Dobrze jednak, że pani z Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą udowodniła mu na spotkaniu z archeologią (strasznie trudne słowo), że już ich nie ma! Poza tym, to było niesamowicie ciekawe zobaczyć takie ogromne kości. Może nie tyle mamuta, co prażubra – ale jednak! Zupełnie też nie rozumieliśmy dziewczyn, które zachwycały się jakimiś ciężkimi, żelaznymi obręczami, które zakładało się kiedyś na szyję albo na ręce. Uparcie tłumaczono nam, że to naszyjniki i bransoletki. A ja się ucieszyłem, że nie żyjemy w epoce żelaza, bo bałbym się o mamę, że się w tym „czymś” udusi. Chociaż z drugiej strony chętnie bym z tatą zrobił takie fajne włócznie.

Zaraz po warsztatach powiedziałem o swoich pomysłach (i obawach) rodzicom. Mama powiedziała, że żadnego żelastwa nie będzie nosić, a tata na ciosanie włóczni się nie zgodził, bo powiedział, że to niebezpieczne. No cóż, nie wszystko można mieć… Dobrze jednak, że zgodzili się na wycieczkę do Żelazowej Woli, gdzie spotkała nas niejedna przygoda. Trochę zazdrościłem Fryderykowi Chopinowi tak dużego ogrodu, w którym można bawić się bez końca w chowanego, no i talentu oczywiście. Na pocieszenie ubrudziliśmy się na czarno węglem, którym rysowaliśmy, siedząc na kocach koło domu Chopina i wiecie co… nagle zaczęło wiać i nadciągnęły czarne chmury, więc nasi instruktorzy szybko zabrali nas do przytulnej kawiarenki „Nutka”, gdzie zjedliśmy porcję lodów. I okazało się niestety, że jest już późno, i musimy wracać.

Trochę nam było szkoda, wiemy jednak, że czekają nas na zajęciach jeszcze inne niespodzianki! Przyjdą do nas policjanci i jedziemy do stajni, gdzie na pewno poza jazdą na koniach urządzimy sobie kowbojski piknik!

A jak już się warsztaty skończą, to mamy jechać całą rodziną nad morze, bo rodzice dostali urlop. Prześlę wam kartkę i czekam na Wasze. Te najpiękniejsze opublikujemy, właśnie tu – w Przekaźniczku. No i nagrodzimy, oczywiście. Przesyłajcie je na adres Sochaczewskiego Centrum Kultury przy ul. 15 Sierpnia 83, 96-500 Sochaczew.

Żegnając się z Wami na czas wakacji, życzę Wam drodzy Czytelnicy w imieniu wszystkich uczestników warsztatów oraz pracowników SCK udanego, słonecznego i pełnego przygód lata!

Wasz Przekaźniczek