Czasem niedobrze mieć sąsiada

1
216

Utrzymanie dobrych relacji sąsiedzkich wymaga kompromisów. Większość z nas potrafi jednak „dogadać się” z osobami zamieszkującymi w tym samym budynku czy przy tej samej ulicy. Mimo wielu prób nie udaje się to w przypadku konfliktu, który od lat rozgrywa się na jednym z sochaczewskich podwórek.

Polem wspomnianego konfliktu jest niewielki teren między kamienicami przy ul. Żeromskiego. Wszystko rozgrywa się na niecałych 100 metrach kwadratowych. Składają się na nie trzy działki. Jedna znajduje się w posiadaniu wspólnoty mieszkaniowej, a dwie kolejne należą do dwóch różnych właścicieli kamienic.

W obawie o swoje bezpieczeństwo
Jedynym dojazdem do dwóch działek na wspomnianym podwórku jest fragment należący do właścicielki nr 1. Sąd co prawda już dawno ustanowił dla niego wieczystą służebność z prawem do przejazdu do pozostałych posesji, co jest zresztą standardem w takich sytuacjach. Problem zaczął się jednak, kiedy właścicielka postanowiła potraktować orzeczenie sądu literalnie. Jako że prawo do korzystania z przejazdu mają wskazane mieszkańcy, właścicielka nr 1 odmawia korzystania z niego klientom znajdującego się w podwórku sklepu, dostawcom, a nawet rodzinom mieszkańców sąsiedniej nieruchomości. Taką postawę argumentuje troską o swoje bezpieczeństwo.

W przejawie tej troski właścicielka postawiła w jedynym wjeździe (prowadzącym do trzech nieruchomości) wielką metalową bramę. Zaproponowała pozostałym użytkownikom piloty do jej automatycznego otwierania i zastrzegła, że przez całą dobę, z wyjątkiem momentu przejazdu, brama musi być zamknięta. Kobieta nie jest zadowolona, że każdego dnia dziesiątki ludzi przewija się przez jej własność. Argumentuje, że tak wzmożony ruch na jej posesji sprawia, iż musi borykać się ze śmieciami i nieporządkiem.

Absolutny brak zaufania
Mieszkańcy pozostałych dwóch posesji odmówili przyjęcia zaproponowanych pilotów. Jak mówią, zupełnie nie ufają właścicielce bramy. Odtwarzają nagrania, na których ta obraża ich w niewybrednych słowach. Skarżą się, że od kiedy pani się wprowadziła, trudno o spokojny dzień.  Obawiają się, że, używając swojego pilota, będzie zamykała bramę w momencie, kiedy będą wjeżdżać. Jak twierdzi właściciel znajdującego się w podwórku sklepu, już na długo przed pojawieniem się bramy, pani potrafiła robić wszystko, żeby odstraszyć jego klientów. Podejrzewa również, że brama została zamontowana w celu ukrycia jego witryny przed przechodniami.

W poszukiwaniu najlepszego rozwiązania, mieszkańcy działek sąsiadujących z tą, która objęta jest służebnością, zaproponowali odkupienie wąskiego skrawka terenu, oddzielającego ich własność do bezpośredniego dostępu do ulicy. Jeżeli transakcja doszłaby do skutku, deklarują zrzeczenie się praw do korzystania z dotychczasowego przejazdu. Podkreślają przy tym, że sąsiadka będzie mogła dzięki temu odzyskać spokój na swoim terenie i nawet zupełnie odgrodzić go od reszty podwórka. Nie wiedzą jednak czy i jak propozycja zostanie przyjęta.

Trudne sąsiedztwo
Delikatne relacje dobra sąsiedzkiego są w polskim prawodawstwie regulowane bardzo szczegółowo przez Kodeks Postępowania Cywilnego. Za to Kodeks Wykroczeń wspomina o nich zdawkowo. Dlatego policja, wielokrotnie wzywana do interwencji na felernym podwórku, może niewiele więcej, poza kolokwialnie mówiąc „pogrożeniem palcem”. Jakiekolwiek rozstrzygnięcia mogłyby zapaść jedynie przed sądem.

Problem jednak w tym, że po 26 latach sporu atmosfera na opisywanym podwórku jest już bardzo napięta, a sprawa przed sądem może się ciągnąć latami. Miejmy nadzieję, że sytuację uda się rozwiązać polubownie i nie będziemy musieli się przekonać, do czego zdolni są zdesperowani ludzie. Będziemy się przyglądać rozwojowi sytuacji.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

„Ziemia Sochaczewska”

 

1 KOMENTARZ

Comments are closed.