O co tu chodzi?

0
9

Czasem w życiu jest tak, że nie wiadomo o co chodzi. Jeśli nie wie o co chodzi jedna osoba, to pewnie po prostu jest gapa. Jeśli nie wiedzą o co chodzi dwie osoby, to pewnie źle im wyjaśniono. Jeśli nie wie o co chodzi większa ilość osób, a tylko jedna wie naprawdę o co (jej) chodzi, to już wyraźnie widać, że ta jedna osoba ma ze sobą jakieś problemy i powinna się leczyć.

W życiu, a dotyczy to przede wszystkim różnych społeczności, bywa tak, że komuś się coś ubzdura, a reszta dla świętego spokoju mu przytakuje. Przytakuje także dlatego, że nie bardzo wie o co chodzi. Z takimi przypadkami można się spotkać dosłownie wszędzie.

Przykład I. Po wszystkich mieszkaniach spółdzielczego bloku chodzi z listą pani, która namawia lokatorów, by zrezygnowali z tak zwanych podzielników ciepła. Kiedyś ktoś do tych podzielników namawiał. Dzięki nim, przynajmniej teoretycznie, płaci się jedynie za ciepło, które się zużywa. Chcesz mieć zimniej, zapłacisz mniej. Chcesz mieć cieplej, zapłacisz drożej. Każdy może zdecydować sam. Tej pani nie podoba się to, że musi dużo płacić za ciepło i wydaje jej się, że jak zapłaci ryczałt, to będzie taniej. Ba, ma nawet wrażenie, że to z jej ciepła korzystają lokatorzy zamieszkali w tej samej klatce schodowej. Nawet ci na tym samym piętrze po drugiej stronie schodów. Nie ma to żadnego sensu. Ani to, że ci po drugiej stronie schodów korzystają z jej ciepła, ani to, żeby likwidować podzielniki i płacić ryczałt.

Ku mojemu zdziwieniu, na liście tej pani podpisało się jednak kilka osób. Zostali zmanipulowani, czy nie wiedzą o co chodzi? A może po prostu dla świętego spokoju, by nie być nagabywanym przez natarczywą sąsiadkę. Czort wie!

Na szczęście byli tacy, co na liście się nie podpisali i spółdzielnia bezsensownej decyzji nie podjęła. Ciekawe, czy za jakiś czas sytuacja się nie powtórzy. Może będzie chodziło znowu o podzielniki, a może o światło na klatce schodowej. Na szczęście nie wszyscy dadzą się zmanipulować i nie podpiszą.

Przykład II. Nie będę pisać, o jakie miejsce dokładnie chodzi. Kto zna i zobaczy zdjęcia, ten będzie wiedział. W każdym razie znowu chodzi o tak zwanego pieniacza, który wszystkich chce przekonać do własnego zdania. Nie ważne czy ma rację, czy się myli. Jak to było na słynnej polskiej komedii (trochę to sparafrazuję (czy to aby dla niego nie za trudne słowo)): sąd sądem, a sprawiedliwość po jego stronie musi być!

Chodzi o rosnącą przy drodze leszczynę. Zdaniem krzykacza zasłania wyjazd z drogi gruntowej. Ma być podobno niebezpiecznie. Nie ma znaczenia, że po przeciwnej stronie drogi jest płot, kapliczka i duży kasztan. To leszczyna zasłania i trzeba ją przyciąć. Jego zdanie ma być prawem! Robi listę i jeździ po ludziach, by mu podpisali. Swoją drogą, to czysta złośliwość, bo akurat ten gostek tą drogą nie jeździ. Jemu leszczyna nie wadzi, ale lubi grać rolę społecznika. To zresztą taki, który wie dobrze co i gdzie leży u sąsiada na podwórku. Lepiej niż sam sąsiad. Taki typ.

X osób podpisuje listę krzykacza. Dla świętego spokoju. Albo dlatego, że kłamie, mówiąc, że to po to, by pomóc właścicielom leszczyny – bo chcą ją wyciąć a gmina nie pozwala. No to podpisują w dobrej wierze.  Nawet tacy, co samochodami w ogóle nie jeżdżą i nawet nie wiedzą, czy leszczyna rzeczywiście przeszkadza. Dla świętego spokoju. Żeby się odczepił. Lista wędruje do gminy.

Z gminy przyjeżdżają dwie panie. Oglądają, kiwają ze zrozumieniem głowami. Zgadzają się z tym, że kasztan i kapliczka po przeciwnej stronie znacznie bardziej zasłaniają widoczność, ale …… proszą, by leszczynę przyciąć. Dla świętego spokoju. Skoro pismo z podpisami trafiło do gminy, muszą jakoś zareagować. Sprawa urzędowa. Porządek musi być. Nie jest ważne, kto ma rację. Byle była cisza. Nie wiadomo przecież co pieniacz wymyśli za chwilę.

 

Piotr Gadziński

PS: 1. Zdjęcia robiłem stojąc na drodze, z której wyjazd ma być tak bardzo utrudniony. Tak jakbym z niej chciał wyjechać. Stojąc w jednym punkcie, z wysokości na jakiej znajduje się głowa kierowcy zrobiłem jedno zdjęcie w prawo, a drugie w lewo. Tak, jakbym się rozglądał przed wyjechaniem na skrzyżowanie. Zobaczcie sami, jaka jest widoczność w prawo (kapliczka i kasztan), a jaka w lewo (leszczyna). I o co tu chodzi?

 

Widok z miejsca kierowcy w prawo
Widok z miejsca kierowcy w prawo
Widok z miejsca kierowcy w lewo
Widok z miejsca kierowcy w lewo

 

2. Dodam jeszcze, że na tym skrzyżowaniu ostatni wypadek zdarzył się kilkanaście lat temu, kiedy to wyjeżdżający z tej drogi, nagrzany jak Messerschmitt motorowerzysta walnął w innego, jadącego prawidłowo motorowerzystę. I do tej pory jest spokój. Może dlatego, że każdy wyjeżdża ostrożnie.

3. Tak w ogóle, to tej drogi chyba w ogóle nie ma. W każdym razie oznakowanie jej nie uwzględnia.

I o co tu tak naprawdę chodzi?