Ostatnia faza Bitwy nad Bzurą 1939 r.

0
39

Wykład Jakuba Wojewody wygłoszony 17 września podczas uroczystości na Cmentarzu Wojennym w Trojanowie

W rozkazie operacyjnym numer 13 generała Tadeusza Kutrzeby, wydanym 16 września 1939 roku na dzień następny, Stare Budy wyznaczone zostały jako rejon wycofania i punkt koncentracji armii „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego. Znalazła się tam także część oddziałów armii „Poznań” przemieszczających się w kierunku oddalonej o 8 kilometrów Bzury. Dla wielu jednostek droga Iłów-Łaziska-Stare Budy-Młodzieszyn-Witkowice stanowiła jedyną możliwą trasę odwrotu. Nadzieją dla polskich oddziałów był odwrót do Warszawy przez wąski, 20-kilometrowy, pas Puszczy Kampinoskiej, usiany bagnami i innymi przeszkodami terenowymi.

Grupa armii generała Kutrzeby rozpoczęła operację przebijania się przez dolną Bzurę w kierunku puszczy. Wszystko to działo się w momencie, kiedy dwie armie niemieckie – 10 od wschodu oraz 8 na pozostałych kierunkach, rozpoczęły generalne uderzenie. Nie przypuszczając, że polski odwrót już się rozpoczął, 17 września o świcie Niemcy rozpoczęli generalne uderzenie. 8 armia zaangażowała do walki siedem dywizji , brygadę piechoty oraz część 3 dywizji lekkiej, natomiast 10 armia wprowadziła do boju dwie dywizje pancerne, dwie lekkie, jedną zmotoryzowaną i dwie dywizje piechoty.

Do przepraw dla WP wyznaczono pas rzeki pomiędzy Mistrzewicami a Przęsławicami, kierując poszczególne polskie dywizje, obciążone znacznym taborem ciągniętym przez konie, nielicznymi drogami gruntowymi.

W zażartych bojach pod Brochowem i Witkowicami Niemcom udało się ostatecznie zdobyć te główne przeprawy, choć polskie 15 i 25 DP przebiły się do Puszczy Kampinoskiej. Pozostałe oddziały z grupy armii gen. Kutrzeby znajdowały się na zachodnim brzegu Bzury i ich droga odwrotu została odcięta.

W ciągu 17 września Niemcy rzucili do bitwy całość lotnictwa bombowego i nurkowego, jakim jeszcze w Polsce dysponowali. Udało się zebrać pokaźną liczbę 300 bombowców. To potężne zgrupowanie skierowane zostało głównie przeciwko dywizjom gen. Kutrzeby, znajdującym się na zachodnim brzegu Bzury. Skutki bezustannych ataków powietrznych – nigdy jeszcze podczas kampanii nie doszło do takiej koncentracji wysiłku Luftwaffe – były straszliwe. Tego dnia, na oddziały obu armii nad Bzurą spadło 328 ton bomb.

Niemiecki oficer kapitan Johann Graff von Kielmansegg tak opisywał skutki nalotów: Wzięci do niewoli Polacy byli na wpół obłąkani ze strachu i rzucali się na ziemię – nawet już w niewoli – za każdym razem, gdy słyszeli warkot samolotu”.

Oddziały polskie poniosły olbrzymie straty i nie nadawały się już do zmontowania silnego uderzenia, które mogłoby złamać niemiecki rygiel na dolnej Bzurze. W takich warunkach, w nieistniejącej już dziś leśniczówce Stare Budy, wieczorem 18 września odbyła się ostatnia odprawa oficerska prowadzona przez generała Bołtucia. Wzięli w niej udział generałowie Franciszek Wład i Stanisław Grzmot-Skotnicki oraz pułkownicy: Józef Werobej, Zygmunt Bohusz-Szyszko, Adam Ajdukiewicz i Tadeusz Niezabitowski. W czasie odprawy generał Bołtuć nakazał zebranie kolumn kierujących się samodzielnie nad Bzurę i przebijanie się na wschód. Natarcie nie przyniosło jednak całkowitego powodzenia i część oddziałów polskich musiała cofnąć się do pozycji wyjściowych w lasach, gdzie z każdą godziną przybywało wojska z najróżniejszych jednostek i formacji. Do tej wielkiej, przemieszanej masy zaczynał wkradać się chaos.

Tak wspominał owe chwile generał Tadeusz Kutrzeba, który w bitwie nad Bzurą był dowódcą połączonych armii „Poznań” i „Pomorze”: W nocy z 17 na 18 września i do południa 18 września armia „Pomorze” maszerowała dalej na wschód, koncentrując się w rejonie miejscowości Stare Budy. […] Ogień ciężkiej artylerii z południa i od strony Wyszogrodu nie ustawał. Silne naloty trwały. Pozbawione własnej obrony p-lot., utraconej w większości podczas odwrotu, wojsko nasze bardzo cierpiało. Zrodziły się początki rozprężenia: z dywizji pozostały właściwie tylko bataliony. Masy taborów i rozbitków błąkały się bez dowódców i bez znajomości dalszej drogi, ale z instynktownym wyczuciem, że drogi odwrotu są odcięte.

Od tego momentu na zachodnim brzegu Bzury nie istniało już zwarte wojsko z funkcjonującym dowództwem. W kolejnych dniach Niemcy likwidowali pojedyncze, rozbite oddziały polskie ukrywające się w lasach, ciągnących się na północ aż po Wisłę. Odcięte i masakrowane z powietrza oraz przez silną artylerię z rejonu Wyszogrodu oddziały polskie toczyły nadal heroiczny bój, próbując wyrwać się z niemieckich kleszczy. 18 września udało się przeprawić przez Bzurę i przejść do Kampinosu oddziałom 14 DP, która poniosła jednak olbrzymie straty, a w walce poległ jej dowódca, gen. Franciszek Wład (który podczas prowadzonego rozpoznania przeprawy został ranny w Kamionie i zmarł w leśniczówce Januszew).

W ciągu następnych dni udało się także przebić na wschodni brzeg Bzury większym zgrupowaniom z 16,17 i 27 DP oraz mniejszym z innych jednostek. Cała reszta została stłoczona w zmniejszającym się coraz szybciej kotle w widłach Wisły i Bzury, w rejonie Starych Bud i Iłowa. Atakowane przez wielokrotnie silniejszego nieprzyjaciela, oddziały polskie do końca stawiały bohaterski opór.

Dowódca 18 Pułku Piechoty, pułkownik Wiktor Majewski, relacjonował:

W nocy silny ogień art. npla [nieprzyjaciela] rozbija resztki oddziałów przygotowanych do marszu nad Bzurę. Ogólna panika. W godzinach rannych w dniu 19.IX las Stare Budy zostaje otoczony przez piechotę npla. Ogólna strzelanina. Poszczególne grupki jeszcze się bronią. Wyróżnia się tu jeden działon 26 p.a.l. [pułk artylerii lekkiej], który trwa na stanowisku, prowadząc ogień do ostatniego naboju i w końcu demontuje działo.

19 września, podczas próby przebicia się, poległ w Tułowicach, gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki. Generał szedł na czele natarcia improwizowanego oddziału piechoty, który zebrał w lasach Radziwiłki. Mimo że generał padł, żołnierze polscy przebili się do puszczy.

Jeden z żołnierzy niemieckich tak wspominał natarcia polskiej piechoty: Przed atakiem Polacy wznosili trzy okrzyki -każdy długi, przeciągły, niczym wycie dzikich zwierząt żądnych krwi. Choć ich natarcia były samobójcze w ogniu naszych karabinów maszynowych, muszę przyznać, że widok długich linii ich piechoty idących naprzód do ataku był wstrząsającym przeżyciem”.

Główne boje toczyły się do 19 września. Dnia 21 września, pod Białą Górą, gen. Władysław Bortnowski wraz ze sztabem Armii „Pomorze” dostał się do niewoli. Kapitulacji jednak nie było (zaś generał odrzucił złożoną przez generała Raichenaua propozycję udania się do Warszawy i wyperswadowania jej obrońcom „głupoty obrony”). Ostatnie walki z poszczególnymi zgrupowaniami polskimi przeciągnęły się do 22 września, a w sporadycznych wypadkach nawet dłużej. Odcięte grupy, w których skład wchodzili żołnierze z 10, 14, 18, 37, 58, 65, 66, 70 Pułku Piechoty, 9 i 18 Pułku Ułanów czy 11 Dywizjonu Artylerii Konnej, przebywały w lasach pomiędzy Młodzieszynem, Starymi Budami, Iłowem i Wisłą jeszcze od 22 do 27 września. Część z nich nie chcąc się poddać mimo beznadziejnej sytuacji, okopało się w lasach Starych Bud, Rokiciny, Radziwiłki i Leontynowa. Bronili swoich pozycji do końca. Ponad 800 z nich poległo i spoczywa na niewielkich leśnych cmentarzach.

Generał niemiecki Ernst von Kab po walkach w Polsce stwierdził: Żołnierz polski był twardy i walczył zaciekle, miał też skromne potrzeby i wymagał niewiele zaopatrzenia. Takie cechy przejawiali wszyscy żołnierze polscy, gdziekolwiek się z nimi zetknęliśmy(…) czy była to grupa rozbitków trzymających się całe dnie bez jedzenia i amunicji w wielkich lasach lub na bagnach (…) czy też okrążone oddziały polskiej kawalerii, przedzierające się z szaleńczą odwagą, czy też grupki piechurów, którzy okopywali się przed jakąś wioską i bronili swojej pozycji aż zostali zabici w strzeleckich dołkach – wszyscy walczyli dopóty, dopóki żyli.

Te siły polskie, które przebiły się na zachodni brzeg Bzury w ustawicznych walkach z nacierającymi od południa i próbującymi zamknąć drogę Niemcami, przedzierały się do Modlina i Warszawy.

Likwidując kocioł, Niemcy dopuścili się licznych zbrodni na żołnierzach i ludności cywilnej:

– 13 września 1939 r. we wsi Jasieniec gm. Rybno, dokonano zbrodni na 50 rannych żołnierzach polskich. 16 czołgów niemieckich otoczyło stodołę, gdzie mieścił się polowy szpital (oznaczony flagami Czerwonego Krzyża) i pociskami zapalającymi ją podpaliły, następnie czołgi rozjechały się w szyku bojowym, wybijając i tratując wszystkich rannych. Uratowały się maksimum 3-4 osoby.

– 18 września 1939 r., na wałach wiślanych w Śladowie, broniła się grupa WP. Niemcy sprowadzili ludność z pobliskich wsi i tradycyjnymi, germańskimi metodami, pędzili ją przed sobą jako żywą tarczę. Na ten widok żołnierze polscy przerwali ogień, zostali oskrzydleni i wzięci do niewoli. Następnie żołnierze, cywile (w tym dzieci – najmłodsze 4 lata) zostali rozstrzelani. Zamordowano 252 jeńców (w tym ciężko rannych) oraz 106 osób cywilnych. Uratowało się dwóch mężczyzn.

– W Henrykowie w gminie Iłów, najprawdopodobniej 18 września 1939 r., zamordowano 76 jeńców i cywilów, byli to m.in. lokalni mieszańcy, uciekinierzy z zachodnich regionów Polski. Była to zemsta za heroiczną obronę rejonu Henrykowa. Z jeńców i cywilów Niemcy utworzyli grupę, którą zapędzili do stodoły. Stodołę podpalili i ostrzelali z broni maszynowej. Zginęli wszyscy.

– W tych dniach, w pobliskich Giżycach, spalono żywcem w stodole 30 jeńców WP. Znane są tylko dwa nazwiska zamordowanych.

– Pomiędzy 17 a 20 września 1939 r., Niemcy zamordowali kilkunastu rannych polskich żołnierzy, podpalając stodołę w miejscowości Radziwiłka, na terenie lasów młodzieszyńskich. Zbrodnia ta nie została dotychczas dokładnie wyjaśniona.

– W Tułowicach, w nocy 18 września 1939 r., Niemcy zamordowali 42 jeńców i pięciu mieszkańców Tułowic.

– 22 września Niemcy rozstrzelali polskich jeńców z Bydgoskiego Batalionu Obrony Narodowej w odwet za zgniecenie niemieckiej dywersji w Bydgoszczy. Rozstrzelani żołnierze pochodzili z oddziału, który w tym czasie w Bydgoszczy nie przebywał.

Wedle wszelkich przebadanych źródeł, należy uznać, iż w Bitwie nad Bzurą, toczonej w dniach 9-22 września 1939 r., wzięło udział ponad 150 tysięcy polskich żołnierzy. Około 40.000 udało się przebić i wziąć udział w obronie Warszawy i Modlina, zaś blisko 80.000 dostało się do niemieckiej niewoli. Ponad 20.000 z nich znalazło śmierć na polu chwały.

Apoloniusz Zawilski w książce „Bitwy Polskiego Września” (Wydawnictwo Znak, Kraków 2009 r.) pisze:

Łącznie na 72 cmentarzach i w mogiłach zbiorowych od Uniejowa, Włocławka i Płocka do przedpoli Łodzi i rogatek Warszawy, na obszarze, którego średnica wynosi 150 km, spoczywa 20 tysięcy poległych i zmarłych z ran żołnierzy i oficerów armii „Poznań” i „Pomorze”, którzy przez dwa tygodnie toczyli z trzecią częścią sił niemieckich w Polsce największą polską bitwę w drugiej wojnie światowej.

Jakub Wojewoda,

kierownik działu historii

Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą

Więcej informacji na ten temat znajduje się w książce Macieja i Jakuba Wojewody „Bitwa nad Bzurą 1939” (wydawnictwo Bellona 2016 r.)