Poszedłem na zakupy

0
13

praniePoszedłem na zakupy. Lista była prosta: proszek do białego marki X. Jakoś tak się złożyło, że wcześniej nie kupowałem proszku. No, ale co może być trudnego w kupieniu proszku? Jestem w sklepie, zlokalizowałem półkę z chemią, znalazłem też proszki marki X. Sprawdzam wagę (pasuje)… i cenę (musi być). Hmmm, tylko czy to na pewno proszek do białego? Oglądam dokładnie opakowanie. Na froncie logo marki X oraz nazwa marketingowa w stylu: „Super Hiper Ekstra Plus z Dżinem Free”. Sprawdzam z boku, a tam skład chemiczny i obowiązkowa wzmianka o zawartości orzechów. Z chemii nigdy nie byłem dobry, wiec nic mi to nie mówi. Zobaczymy co jest na drugim boku. Czytam: nie połykać, chronić przed dziećmi, nie stosować z produktami spożywczymi, nie mieszać z środkami chemicznymi, nie wcierać sobie w oczy, nie stosować zamiast proszku do pieczenia bo nie urośnie. Ale czy do białego? Nie wiem. Sprawdzam z tyłu. Jest instrukcja obsługi, są rysunki dla nielubiących czytać, są temperatury prania, a o kolorach czy też ich braku znów nic. Patrzę raz jeszcze na informacje na sklepowej półce. Jest nazwa towaru („Proszek marki X Super Hiper Ekstra Plus z Dżinem Free”), jest cena, jest cena za kilogram, jest dość lakoniczna informacja, że ów proszek to B/K. Kiedyś chodziłem do szkoły i nawet nieźle mi szło, więc w lot łapię, że to do białego lub do kolorów. Tylko, że ja nigdy nie słyszałem o proszku do białego jak i do kolorów. Musi być taki, albo taki. Ręce mi opadły. Zaczynam marudzić pod nosem. Nagle – przebłysk geniuszu! Dzwonię do osoby, która poprosiła mnie o zakup tego nieszczęsnego proszku. Raportuję, że jest on marki X, że cena się zgadza, że waga też, no i że Super Hiper Ekstra Plus z Dżinem Free. Słyszę pytanie: „No ale czy do białego?”. Nie wiem. Raportuję przez telefon informacje z czym to się je, a z czym nie wolno, że bez śladowych ilości orzechów, i że obrazki też ładne. „Chyba ten, kup”. Znów marudzę pod nosem. Niestety nos mi chyba urósł bo pół sklepy słyszało. Pomocny współtowarzysz zakupowej niedoli podpowiada żebym brał, bo on kiedyś taki żonie kupił i obiad był, czyli że dobry. Jakaś pani z dzieckiem mówi, że to chyba nie ten, ale zastrzega też, że nie ma pewności. Trudno, idę do kasy. Przychodzi moja kolej, ale dla pewności pytam Panią kasjerkę do czego ten nieszczęsny proszek jest. „Do białego. Przecież koszulka z tylu na rysunku biała.” Ok, biorę. Wyszedłem jak najszybciej ze sklepu.

Proszek okazał się „dobry”. Przy okazji dowiedziałem się, że można poznać to, czy jest on do kolorów, czy też nie, po temperaturze prania. Jak temperatura jest wysoka to do białego. Potem okazało się, że proszek do kolorów zawsze ma napis, że jest do kolorów, a ten do białego nie ma napisu. No cóż, całe życie człowiek się uczy.