Powiesić jako worek treningowy

0
13

ikona felieton mała

Przemoc, obojętnie czy fizyczna, czy psychiczna, zawsze wywołuje uczucie strachu u ofiary. U innych odrazy, wściekłości, a nawet chęci odwetu. Kiedy słyszę o maltretowaniu dziecka, żałuję, że bandzior nie jest w zasięgu moich rąk, a jednocześnie cieszę się z tego. Bo może udałoby mi się zrobić mu jakąś krzywdę, a potem pewnie odpowiadałabym, jak za człowieka. Tak naprawdę daleka jestem od rękoczynów, ale w takim przypadku naprawdę nie wiem, do czego byłabym zdolna.

Wypadałoby takiego delikwenta zawiesić gdzieś w charakterze worka treningowego, najlepiej tam, gdzie trenują bokserzy wagi ciężkiej. Miałby tak samo dużo możliwości obrony, jak małe dziecko, może nawet odrobinę więcej.

Bicie najbardziej bezbronnej istoty, jaką jest dziecko, to wyjątkowy przejaw bezwzględności oprawcy. Nie potrafi sobie poradzić w inny sposób, to tłucze. Nie ma tłumaczenia, że płacz czy nieposłuszeństwo malca wyprowadziło kogoś z równowagi. Kilkanaście dni temu czytałam reportaż Mariusza Szczygła „Śliczny i posłuszny”, napisany w 2013 roku. To reminiscencja koszmaru sprzed 32 lat. Wróciłam do tej tragicznej historii, spisanej w 1982 roku szczegółowo przez Edmunda Żurka. Renata K. zakatowała na śmierć 6-letniego syna swojego konkubenta. Tłukła go metodycznie, całymi godzinami, za najdrobniejsze przewinienie, tym ostatnim razem za podarte sznurowadła do bucików. Dodatkowo poraża, że czyniła to przy biernym przyzwoleniu biologicznego ojca chłopca.  Oszczędzę szczegółów, bo są doprawdy straszne. Jeśli jednak ktoś chciałby się w nie zagłębić, to znajdzie je w wymienionych reportażach.

Co jakiś czas słyszymy o zwyrodnialcach, którzy zakatowali własne lub powierzone ich opiece dziecko. Teraz niespełna 2-letni chłopczyk, pobity przez 19-letniego przyjaciela matki. Można by długo wyliczać przypadki, kiedy dziecku dzieje się krzywda. Czasem można tragedii zapobiec, ale ludzie na ogół nie chcą się wtrącać w życie sąsiadów czy znajomych. Dziecko płacze – no trudno, przecież dzieci płaczą. Może jednak zwróćmy uwagę, gdy coś nas niepokoi, gdy maluch jest wystraszony, wycofany, ma siniaki. Może służba zdrowia wspólnie  z opieką społeczną również bardziej mogłyby interesować się tym, co dzieje się z dzieckiem. Każde narodziny są rejestrowane, noworodek jest zgłaszany pod opiekę medyczną konkretnej poradni, są szczepienia, wizyty kontrolne, bilanse. To daje duże możliwości sprawdzenia kondycji malucha.

Byle byśmy tylko nie wyleli dziecka z kąpielą.

balbina