(Punkt widzenia) (Nie)pomagać

0
7

Brzmi głupio? No może, bo raczej powinniśmy być empatyczni, powinniśmy pomagać innym. Jest jednak pewien problem, który naświetliła mi znajoma. Nie tylko zresztą ona. Chodzi o to, że czasem ktoś poprosi o pomoc, kromkę chleba, pieniądze. Albo sami zobaczymy, że komuś dzieje się krzywda i reagujemy. Tak, jak ta znajoma. Oddajemy serce, wypruwamy żyły, żeby trudną sytuacje ogarnąć. A w podziękowaniu co dostajemy? Kupę problemów najczęściej. Ta moja znajoma to jest kompletnie niereformowalna. Próbowała pomóc już niejednej osobie, która potem okazywała się cwańsza, jak mądrzejsza.

Tu ktoś siedzi na schodkach i łzy leje, bo dzieci głodne, na chleb nie ma. Dajesz bułkę, to jeszcze możesz usłyszeć parę długich, a bułka ląduje w koszu na śmieci. Starsza kobieta przechadza się wśród samochodów na parkingu koło marketu. Zaczepia ludzi i mówi, że nie ma za co wykupić lekarstw. Chcesz zobaczyć recepty, ściska je kurczowo. Dasz pieniądze, to zastanawiasz się, na co tak naprawdę pójdą. Nie dasz, to masz wyrzuty sumienia, bo może rzeczywiście na leki…

Kiedyś, już dawno temu zaczepił mnie chłopiec, tak na oko 10-12 letni. Wcale nie chciał kasy. Spytał, czy mogę kupić mu chleb, bo w domu głodni bracia, a mama w szpitalu. Poszłam z nim do sklepu, kupiłam chleb, bułki, kiełbasę i mleko. Bardzo podziękował i odszedł. Zerknęłam za nim i zdębiałam – tak łapczywie jadł suchą bułkę. Nie tknął kiełbasy ani mleka, bo w domu bracia…

Czasem tak bywa, ale wyrzucane do śmieci cieplutkie drożdżówki też widziałam. Zabawna historia zdarzyła się pod marketem, kiedy do starszej pani podszedł młody, podobno dość zadbany mężczyzna. – Nie będę pani ściemniał. Jesteśmy tu we trzech z kolegami i no zabrakło nam na drugą flaszkę. Jedną mamy, salcesonik mamy, ale jedna na trzech… no sama pani rozumie. Brakuje nam złoty siedemdziesiąt – i uśmiechnął się wdzięcznie.

Jak pani Hania to opowiadała, to jeszcze po kilku dniach się śmiała. I jak myślicie, dostał te złoty siedemdziesiąt?

Pewnie, że dostał i usłyszał, że to za szczerość, a nie gadanie, że dla głodnego dziecka. No i do kompletu – chciał wydać 30 groszy reszty, bo pani Hania dała mu całe dwa złote.

No i może jeszcze taka historyjka, również najprawdziwsza. Pewien pan pod swoim domem zobaczył płaczącego chłopca. Zainteresował się, co się stało i usłyszał, że ten zgubił 5 złotych, które mama dała mu na zeszyt i że boi się wrócić do domu. Pan dał dzieciakowi piątkę i wszedł do bramy. A tu nagle  z pobliskich krzaków usłyszał: – Znowu frajer dał się nabrać i mamy kolejną piątkę -. Tak to cwane dzieci uczyły się kombinować. A ten pan śmieje się z tego do dzisiejszego dnia.

I teraz padnie pytanie: Pomagać, czy też nie? Dawać, czy też nie? Odwracać się tyłem do potrzebującego, czy też nie? Ja mam potworny dylemat, choć już tyle razy dałam się nabrać. Cwańsi jak mądrzejsi są wśród nas, ale naprawdę potrzebujących też nie brakuje.

I bądź tu człowieku mądry!

Nika