(Alter Jego) Sprzedaliśmy Ukrainę?

0
9

Donald Tusk został własnie wybrany na stanowisko przewodniczącego Rady Europy. „Prezydentem Unii” pozostanie przez najbliższe dwa i pół roku. Prasa, telewizja, radio głoszą wszem i wobec gigantyczny sukces Polski na arenie międzynarodowej. Czy naprawdę jest się z czego cieszyć?

Prześledźmy w ekspresowym tempie bieg wypadków z ostatnich kilku miesięcy: konflikt na Ukrainie, embargo na Rosję, zaostrzenie konfliktu, wykluczenie Polski z rokowań pokojowych w Berlinie, wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europy. Na pierwszy rzut oka końcowa seria wydarzeń zdaje się nie mieć ze sobą większego powiązania. Zacznijmy jednak od początku: separatyści wspierani przez siły Rosyjskie rozpoczęli krwawe zamieszki na Ukrainie. Po zajęciu Krymu konflikt wyglądał na zażegnany (mimo bardzo wysokich kosztów po stronie Ukraińców). Cały świat oburzał się póki trwały walki, jednak po ogłoszeniu wyników glosowania rosyjskiej dumy w sprawie włączenia Krymu do Rosji nikt nie zaprotestował w sposób na tyle zdecydowany, aby powstrzymać imperatorskie zapędu Putina. Brak zdecydowanego odporu doprowadził do dalszych działań zbrojnych. Jedynym rezultatem zwołanych naprędce rokowań pokojowych w Berlinie był mocny policzek wymierzony Polskiej dyplomacji. Ten punkt wydaje się mieć decydujące znaczenie dla dalszych wydarzeń. Od tego momentu Polska nie miała żadnego pomysłu na swoją rolę w zaistniałej sytuacji. „Na szczęście” po przełknięciu łyżki dziegciu ofiarowano nam beczkę miodu pod postacią najważniejszego stanowiska w całej Unii Europejskiej. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że mocne poparcie Donalda Tuska wśród Niemieckich polityków było przewagą jakiej nie miał żaden inny kandydat. Skąd jednak taka przychylność dla naszego kandydata? Niemcy nie mogą pozwolić sobie na stracenie tak ważnego partnera gospodarczego jakim jest Polska. To między innymi dzięki nam Niemcy po raz kolejny w swojej historii wyrastają na kraj dynamiczny, z silnym eksportem, znanymi markami, silnym przywództwem. Brak Niemieckich fabryk na Polskich ziemiach mógłby odbić się w Niemczech czkawką jakiej chyba jeszcze nie mieli. Dyplomacja Europejska zgrabnym ruchem uciszyła usta Polsce, jako obrońcy Ukrainy, a zaraz potem zapewniła sobie dobre stosunki z Polską, jako dzielnicą przemysłową z tanią siłą roboczą. W ten oto sposób niechcący sprzedaliśmy Ukrainę w zamian za jedno urzędnicze stanowisko. Winę Polski można by minimalizować tłumacząc, że wiele zrobić nie mogliśmy. Okazuje się jednak, że nawet z tak trudnej sytuacji było wyjście. Według mojej oceny Polska powinna utrzymywać w trakcie konfliktu na Ukrainie lepsze stosunki z agresorem niż  z obrońcą. Umożliwiło by to nam uniknięcie dotkliwego embarga. Dodatkowo Unia Europejska oraz USA widząc, że Putin szybkim ruchem dyplomatycznym może znaleźć się tuż przy granicy z Niemcami musiałaby wyjść na nasze przedpole (czuli na tereny Ukrainy) i dużo wcześniej starać się ostudzić Rosyjskie zapały.

Sprawy potoczyły się niestety inaczej, a my wymieniliśmy premiera na komisarza nie zapewniając sobie jednocześnie żadnych znacznych korzyści. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że Donald Tusk jadąc do Brukseli zabierze ze sobą dużo Polskich jabłek.

AlterJego