Święta, święta, i po …

0
10

santa_claus

     Tytuł stary jak świat, bo też i święta niewiele młodsze. W tym roku kalendarz obdarował nas z tego tytułu aż czterema dniami wolnymi. I to bez brania jakiegokolwiek dodatkowego urlopu, co bywa praktykowane przy innych okazjach.

Pomału mija kolejny rok, w którym jesteśmy w NATO. Mija też kolejny rok, w którym jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Dobrze czy źle? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sam, tym bardziej, że odpowiedź nie jest wcale prosta i każdy może mieć inną. Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czasem może to być stanie lub leżenie i to też może mieć wpływ na odpowiedź.

To, że jesteśmy w NATO podobno ma nam zapewnić bezpieczeństwo. Tak samo, jak miało nam zapewnić bezpieczeństwo podpisanie umów z Anglią i Francją przed drugą wojną światową. Pakty istniały, a ani Francuzi, ani Anglicy nie chcieli umierać z Polskę. Kto wie, czy w XXI wieku sytuacja by się nie powtórzyła, gdyby doszło do wojny. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie i nie będziemy musieli naszego członkostwa w NATO w ten sposób weryfikować.

Na razie na pewno wiemy jedno. Ciągają naszych chłopaków po różnych wojenkach, w których, przynajmniej w XX i XXI wieku to dla nas nowość, jesteśmy okupantami. Tak otwarcie nikt tego oczywiście nie nazywa, ale w gruncie rzeczy na to przecież wychodzi. Co sami byśmy powiedzieli o patrolach obcych wojsk, które uzbrojone po zęby wałęsałyby się po naszych miastach i miasteczkach? Okupanci i tyle.

Członkostwo w NATO daje nam jeszcze jeden przywilej. Mamy „prawo” (tym spoza NATO nie sprzedadzą) wydać kupę pieniędzy na broń, której w innym przypadku za cholerę by nam nie chcieli sprzedać. No chyba, że taniej, bo wtedy nie mielibyśmy obowiązku, a także pewnie i potrzeby jej kupować.

Członkostwo w Unii też przynosi nam same profity. Dzięki niemu nasi sadownicy nauczą się, jak nie sprzedać Rosjanom jabłek, a hodowcy, jak zmusić krowy, by dawały mniej mleka. Tak, tak, to nie pomyłka. Nasi producenci mleka mają zapłacić kilkadziesiąt milionów euro kary za to, że wyprodukowali za dużo mleka. W ten sposób właśnie Unia się stara, żebyście państwo nie wydali za mało pieniędzy, czyli żeby mleko i jego przetwory nie były za tanie. Na ten pomysł nie wpadł kiedyś nawet KC PZPR (Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Pracy). Aż takich cwaniaków tam nie było.

Unia zabrała już nam żarówki, a w tym roku zabrała się za odkurzacze. Te co mamy, podobno mają zbyt dużą moc. Pewnie nie wpadli na to, że duża moc to duża siła ssania i szybsze sprzątanie, więc zużycie prądu nie będzie wcale większe niż wtedy gdy dłużej będziemy sprzątać małym i cherlawym odkurzaczem. Prędzej czy później i tak się zorientują, że miotła w ogóle nie zużywa prądu i odkurzacze w ogóle znikną ze sklepów.

Święta w tym roku dały nam dużo wolnego czasu. Czasu, który niektórzy ludzie spędzają na oglądaniu telewizji. Jeśli jest co oglądać oczywiście. Nasza telewizja bardzo się stara. Dlatego co chwilę oferuje nam jakieś programy na zachodnich licencjach. Żeby dla maluczkich było ciekawiej i czuć było blichtr wielkiego świata (a może to wymóg licencji) nazwy często są po angielsku. Oglądamy więc, albo nie, jakieś Must be the music, The voice of Poland, You can dance czy jakoś tak. Dzięki temu, chcemy czy nie, przynajmniej tych paru słów w obcym języku każdy musi się nauczyć.

W tym roku, żeby pełnia szczęścia telewidzów była zupełna, mogliśmy po raz 159 obejrzeć wszystkie filmy „Kevina”, 223 raz „Samych swoich co nie mają mocnych”, oraz 142 raz Franka Dolasa który jak wiadomo rozpętał drugą wojnę światową. Wszystko podobno na życzenie telewidzów, którzy co roku chcą oglądać to samo. Albo z roku na rok zapominają treść tych wiekopomnych dzieł i muszą ją sobie odświeżyć, albo cieszą się z tego, że wiedzą co w filmie będzie za chwilę i mogą dzięki temu spokojnie iść zrobić herbatę. To ostatnie oczywiście dotyczy tych, co nie zauważyli, jak często są bloki reklamowe i jak długo trwają.

W każdym razie przewidywalność programu TV jest dość duża. Można mieć nadzieję, że nawet w święta nie dadzą nic nowego, więc zmęczeni świętowaniem ludziska na pewno żadnej wartościowej pozycji nie przegapią.

Jedno w tym wszystkim jest pewne. Przez ostatnie 25 lat zapomnieliśmy jak wyglądały kolejki po benzynę, czy wyjazdy do Warszawy po przedświąteczne zakupy. Pamiętają o tym tylko co starsi mieszkańcy naszego zacnego grodu. Młodzi niech się cieszą, że dziś nie tylko wszystko mogą kupić, ale w dodatku w takiej ilości sklepów, marketów, super i hipermarketów, że nawet przed świętami nie ma kolejek (oczywiście w porównaniu z tym, co było kiedyś).

A ja, korzystając z tego, że przynajmniej chwilowo powiało optymizmem, życzę Państwu, by nadchodzący 2015 rok był najlepszym z tych, jakie do tej pory przyszło Wam przeżyć. By wszystkie Wasze życzenia się spełniły i byście nigdy nie musieli korzystać z publicznej służby zdrowia (o ile oczywiście po nowym roku będzie jeszcze działać).

Wszystkiego najlepszego!!!

Piotr Gadziński