(Moim zdaniem) Świętsi od Papieża

0
13

Wyrażenie to nabrało szczególnej wymowy po ostatnich kanonizacjach. Świętymi zostali przecież Jan XXIII i Jan Paweł II. Ten pierwszy też był papieżem, chociaż w relacjach o kanonizacji, w naszych mediach właściwie go nie wymieniano. Może po prostu za długo czekał na swoje wyświęcenie, a może Jan Paweł II, swój chłop z Wadowic, Polakom jest bliższy. Nic w tym dziwnego.

Swoją drogą, zapewne patrząc na ten świat, Jan Paweł II przewraca się teraz w grobie. Nie chciał, by budowano mu pomniki. Ale co tam! Wybudowano ich w Polsce ponad sześćset. Decydenci i sponsorzy uważali zapewne, że budując świętemu pomniki, sami staną się bardziej święci. Forma artystyczna pomników nie ma tu nic do rzeczy. Ja, jako szary obywatel, w dodatku nieznający się na sztuce, nie mam prawa ich artyzmu oceniać, choć wielu twierdzi, że nie brakuje wśród nich koszmarków. Jak to mówią jednak, de gustibus non est disputandum (gust nie podlega dyskusji). Jeśli ktoś chce mieć koszmarek, to nie bacząc na to, że może on obrażać papieża, będzie go miał.

Pomniki to nic! W Polsce jest także bez liku tablic umieszczonych na ścianach budynków czy kamieniach, które upamiętniają papieża Polaka. Co więcej, i tu już chyba nastąpiło przegięcie. W Polsce ponad 1 200 szkół im. Jana Pawła II. Można więc wyobrazić sobie konkursy, czy zawody sportowe urządzane tylko dla szkół imienia naszego wielkiego rodaka.

On sam był osobą skromną i zapewne gdyby widział co się dzieje, na pewno by zaprotestował. Choćby dlatego, że co za dużo, to niezdrowo. Toż wyobraźcie sobie państwo ile pomyłek i nieprzyjemności może wywołać taka mnogość jednego imienia. Tak samo jak np. imię Kuba w szkole podstawowej.

Ale miało być o czymś innym. Na manowce ściągnęła mnie pewnie postać wielkiego Polaka, obok której nie da się przejść obojętnie. Teraz ad rem!

Pisząc w tytule o świętszych od papieża, miałem na myśli naszych, polskich urzędników. Powiedzieć, że są nadgorliwi, to zdecydowanie za mało, choć jak mawiają, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Nasi urzędnicy, czy nazwiemy ich nadgorliwymi, czy „świętszymi od papieża”, robią bardzo wiele złego.

Pamiętam takich przypadków co najmniej kilka. Co Unia wysmaży jako zalecenia, oni uważają za obowiązek, czyli chcą być ………… Pewnie w ten sposób uzasadniają swoje istnienie i ważność.

Na wsi, która jest beneficjentem wielu unijnych funduszy, taki przypadek zdarzył się niedługo po wejściu Polski do Unii. Unia, gdzieś w swoich zaleceniach, wspomniała o tak zwanych płytach gnojowych. Dobrze by było, gdyby były do pewnej wielkości hodowli. Przy większej (dużo większej) miały być obowiązkowe. Nasi „świętsi od papieża” uznali, że przecież nie zaszkodzi jak taką płytę będzie miało każde gospodarstwo. Nawet takie, w którym krówki czy świnki można policzyć na palcach co najwyżej obu rąk. Ale co tam! Nie oni mieli przecież za to płacić! Płyty, i owszem, miały być z Unii dofinansowane. W związku z tym, ich cena od razu wzrosła. Mniej więcej o to dofinansowanie. Na rynku jak grzyby po deszczu pojawiły się firmy, które budowały płyty i jednocześnie pomagały w otrzymaniu tegoż dofinansowania. Nie zdziwił bym się, gdyby to były firmy w których owi decydenci mieli swoje udziały. Może nawet były ich własnością. Grzech przecież przy takiej okazji nie zarobić. Tym bardziej, że początkowo, nie obeznani do końca z unijnym prawem rolnicy, nie protestowali. Powstało więc wiele płyt, delikatnie mówiąc, nie do końca potrzebnych. Gdy się wyjaśniło, obowiązek dla wszystkich znikł i nikt ze „świętszych” nie został ukarany.

Doskonałym przykładem tej „świętości” były także tak zwane ekrany dźwiękochłonne. Najpierw zgodnie z unijnymi wytycznymi zafundowaliśmy sobie normy najostrzejsze z możliwych. Potem budowaliśmy ekrany tam gdzie były rzeczywiście potrzebne i w miejscach które do tej pory budzą zdumienie przejezdnych. Wyjeżdżający na przykład z Kątów w stronę Płocka widzą przez stojące tu przezroczyste ekrany kawałek pola. Gdy stawiano ekrany rosły tam truskawki. Dziś jakieś zielsko. Czyżby tak wrażliwe na hałas przejeżdżających samochodów? Tak czy siak. Żadnemu „świętemu” włos z głowy nie spadł. Unia dopłaciła. My też.

Sposoby interpretacji unijnych zaleceń i przepisów potrafią o kołatanie serca przyprawić każdego normalnego obywatela. Teraz unijne przepisy wzięli na warsztat urzędnicy sanepidów. Znam trochę akurat działalność naszej rodzimej placówki i mam o niej niestety jak najgorsze zdanie, ale w tym wypadku to akcja ogólnopolska. Sanepidowscy „święci” w unijnych przepisach z 2004 roku doczytali się obowiązku rejestracji zakładów produkujących żywość. Powtórka z rozrywki była w naszej ustawie z 2006 roku. Po głębokim namyśle (trwał od 2006 roku do chwili obecnej – czyli 8 lat) sanepidowcy wpadli na pomysł, że pod pojęcie zakładu podciągną gospodarstwa rolne. Wszystkie! Bo przecież rolnicy właśnie żywność produkują. Inaczej nie byliby rolnikami. Tak więc Sanepid zażądał, by wszyscy się u nich zarejestrowali,  jako ……… zakłady produkujące żywność. Gospodarstwo rolne to nie zakład. Ale może się uda! Cóż za wspaniałe możliwości otworzą się wtedy przed tą instytucją. Poza zakładami rzeczywiście produkującymi żywność będą mogli przecież kontrolować każdego rolnika. Jakaż to władza! Każdy rolnik się kłania! Ileż to okazji do wystawienia mandatów! A przy okazji, jak wiadomo, kontrola to i możliwość korupcji. Nie żebym komuś coś zarzucał! Ale po prostu okazja czyni złodzieja, więc pewnie przy okazji będą i tacy, co łapówkę wezmą. Nawet gdy wszystko będzie na tip top.

Tak więc proszę państwa żyjemy w kraju jedynym w swoim rodzaju. Takim, gdzie urzędnik może wszystko. Takim, w którym nikt nie słyszał by urzędnika ukarano. Nawet gdy zrobił coś bez sensu i niepotrzebnie. Nawet gdy nie miał racji. Nawet gdy spowodował szkody.

belmondo