Udany sezon wąskotorówki

0
26

Dla Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie – Filii Stacji Muzeum to może być rekordowy rok, z około 30 tysiącami zwiedzających. Magnesem przyciągającym turystów jest m.in. unikatowa lokomotywa, która po trwającym kilka lat gruntownym remoncie wróciła na trasę Sochaczew – Puszcza Kampinoska.

Po przeprowadzonych niedawno inwestycjach placówka jest w trakcie jednego z najbardziej udanych sezonów w swojej historii. Jak mówi kierownik muzeum, Radosław Konieczny, pod koniec sierpnia udało się wyrównać liczbę pasażerów pociągu RETRO z najlepszego do tej pory sezonu letniego w 2015 roku, czyli około 12.500 osób. A przed placówką jeszcze cały wrzesień, więc po cichu liczy na blisko 15.000 pasażerów.

Przeprowadzone w tym roku renowacje sprawiły, że w pewien sposób otworzyliśmy się na miasto – mówi Radosław Konieczny. – Przeniesienie głównego wejścia na ulicę Licealną sprawiło, że czujemy się bliżej miasta. Ale to nie jedyne działania. W tym miejscu chciałbym gorąco podziękować władzom ratusza za życzliwość i profesjonalizm przy wspólnym projekcie organizowania grup zwiedzających z sochaczewskich szkół.

Na pewno duży wpływ na tak udany sezon ma również powrót na tory zabytkowego parowozu. Po gruntownym, kosztującym 600 tys. zł remoncie (sfinansowanym przez Urząd Marszałkowski) na wąski tor wyjechała lokomotywa PX 29. Przejazd tą jednostką to magnes ściągający turystów z całego świata.

Mieliśmy w tym sezonie gości nawet z Arabii Saudyjskiej, którzy chcieli wynająć cały skład na wycieczkę z Sochaczewa do Żelazowej Woli – opowiada Radosław Konieczny. – Co prawda, z oczywistego powodu, czyli braku trakcji, nie mogliśmy spełnić tego życzenia. Panowie przystali jednak na propozycję, że dojadą do Chodakowa i dalszą trasę pokonają autobusem. Parowóz ze składem czekał na nich, aż wrócą z Domu Urodzenia F. Chopina. Parowóz jest zdecydowanie atrakcyjniejszy dla turystów, niż jednostka z silnikiem spalinowym, która kursowała na sochaczewskich wąskich torach przez ostatnie 6 lat.

Nie wszyscy wiedzą jednak, że przygotowanie przejazdu lokomotywą to ogromne przedsięwzięcie – opowiada R. Konieczny. – Żeby wyruszyć w trasę o godzinie 10.00, maszynista musi przyjść do pracy o piątej rano. Wtedy zaczyna się skomplikowane rozpalanie pod kotłem. Lokomotywa z silnikiem diesla wymaga jedynie zatankowania i jest gotowa do drogi. Mimo to maszyniści są zgodni, że to „ciuchcia” ma duszę.

Z kolei remont i zaadaptowanie dawnego przedszkola kolejowego sprawiło, że ekspozycja jest bardziej spójna. Teraz zwiedzający, po kupieniu biletu, mogą zacząć od obejrzenia ekspozycji na którą składają się dawne urządzenia kolejowe, dokumenty, mundury, czy modele parowozów. Stąd przez skansen, szczelnie zastawiony zabytkowym taborem, przechodzą na peron, z którego odjeżdża pociąg do Puszczy Kampinoskiej.

Doskwiera nam to, że od wielu lat obsługujemy tylko jedną, w dodatku nieszczególnie długą trasę – mówi Radosław Konieczny. – Ten produkt turystyczny, także z uwagi na jedną z niewielu w Europie sprawnych lokomotyw parowych, jest bardzo atrakcyjny. Od lat walczymy o rozszerzenie naszej oferty i przywrócenie historycznego połączenia z Wyszogrodem. Tam atrakcją porównywalną z ogniskiem w Osadzie Puszczańskiej w Tułowicach, mógłby być rejs tramwajem wodnym. W tym momencie problemem jest już tylko finansowanie projektu. Liczymy, że w najbliższym czasie PKP przekaże teren, dzięki czemu będziemy mogli aplikować o środki zewnętrzne. Jednocześnie staramy się doprowadzić do odtworzenia trakcji w oparciu o działania organizacji pozarządowych. Naszym marzeniem jest też utworzenie linii z Sochaczewa do Żelazowej Woli, co połączyłoby dwie duże atrakcje turystyczne w naszej okolicy. Śmiałe plany rozbudowania trakcji sprawiły, że jeden sprawny parowóz może już niedługo nie wystarczyć. Na szczęście w zasobach placówki są jeszcze dwa pojazdy parowe, które relatywnie niedużym nakładem udałoby się uruchomić. Muzeum już szuka pieniędzy na ten cel.

Obecnie posiadamy jedną sprawną lokomotywę parową i nie daj Boże, żeby uległa jakiejś awarii – mówi Radosław Konieczny. – Na wszelki wypadek w programie wycieczki do Tułowic zastrzegamy, że w wyjątkowych sytuacjach skład może ciągnąć lokomotywa z silnikiem diesla.

Dużym wyzwaniem jest pilnowanie, by muzealny tabor się nie zmniejszył, bo odrestaurowane zabytkowe pojazdy stanowią obiekt pożądania wielu prywatnych, jak i państwowych instytucji.

Przynajmniej raz w miesiącu otrzymuję zapytanie, czy nie oddałbym którejś lokomotywy, bo świetnie wyglądałaby przed stacją PKP, urzędem miasta, czy jako pomnik na środku ronda – opowiada Radosław Konieczny. – O ile jeszcze 30 lat temu pozyskanie takiego pojazdu nie stanowiło problemu, bo koleje wąskotorowe były likwidowane na terenie całego kraju,  to dziś dobrze zachowane pojazdy, to prawdziwe unikaty. Czasem otrzymuję pisma wręcz z żądaniem oddania któregoś parowozu, bo w jakichś tam latach jeździł w okolicach danego miasta. Odpisuję wtedy grzecznie, że gdyby od lat 80. ciuchcie nie trafiały do Sochaczewa, nikt by się nimi nie zaopiekował i skończyłyby jak wiele innych z tamtego okresu, pocięte „na żyletki”.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@gmail.com