(Moim zdaniem) Po co to wszystko

0
10

ikona wybory 2014

     Do wyborów został już niecały miesiąc. Miasto swoim wyglądem zaczyna przypominać choinkę. Tak jest obwieszone. Szkoda tylko, że nie bombkami, a plakatami. Mniejsze i większe. Zależy na jakie stać komitet, czy osobę. Ładniejsze i brzydsze. Zależy, jaki gust kandydata lub tego, co tworzył dane dzieło. Niektóre buźki widać na każdym dosłownie rogu. Parcie po prostu takie, że płoty niedługo będą pękać. Aż przykro będzie z tej całej masy wybrać tylko parę osób. Tym nie wybranym będzie niemiło, a co najważniejsze nie damy im szansy na spełnienie wyborczych obietnic. Może lepiej po prostu wybrać wszystkich.

Wszystkich! Tym bardziej, że jak zsumujemy te wszystkie obietnice do kupy, to okaże się, że po ich spełnieniu nikt już do końca życia nie będzie musiał pracować. Tak będzie dobrze. No może z pewnymi wyjątkami. Zaharowywać będą się ci wybrańcy, wypełniając swoje obietnice. Reszta będzie leżeć do góry brzuchem i się opalać. O ile lekarze, z powodu czerniaka, akurat tego nie zabronią.

Wybranie wszystkich ma jeszcze kilka dobrych stron. Po pierwsze, więcej będzie tych pracujących nad spełnianiem obietnic. Po drugie, będą ze sobą konkurować i prześcigać się w dogadzaniu całej reszcie. Teraz jest ich stosunkowo mało, więc pewnie nie mogą się przepchać ze swymi dobrymi chęciami, którymi, jak niektórzy mówią, jest wybrukowane piekło. Też coś! Chyba niemożliwe.

Tak więc proszę państwa, pracujemy jeszcze tylko do wyborów. Potem spośród ochotników, takich co się będą nudzić bez roboty, trzeba będzie wybrać milicję, która będzie wybrańców pilnowała. Po co? No po to, żeby się nawzajem nie pozabijali pędząc spełniać swoje obietnice. To będzie nasza jedyna praca.

Pomarzyć dobra rzecz! Teraz na poważnie. Z utęsknieniem myślę, że wreszcie kiedyś powstanie organizacja, która te przedwyborcze obietnice spisze. Spisze i przez cztery lata przyjrzy się temu, co się z nimi dzieje. Potem, przed wyborami sprawdzi tylko, co dany delikwent przez kadencję zrobił. Jeśli choć 50% z tego co obiecał, niech kandyduje znowu. Jeśli mniej, albo wcale, niech sp……la na szczaw albo mirabelki Niesiołowskiego. Kandydować mu nie wolno. Dopiero wtedy wybory będą miały sens.

Może wtedy do różnych rad i na eksponowane stanowiska nie będą się pchali tacy, których jedyną zaletą jest posiadanie znanego nazwiska, układów lub właściwej przynależności. Niech wreszcie rządzą ci, co się na tym znają i nie idą tu po to, by załatwić swoje prywatne sprawy.

W tym miejscu przypomniało mi się wydarzenie, jakie miało miejsce w jednej z partii działających na naszym, sochaczewskim podwóreczku. Młody człowiek (staż partyjny 1 rok) zapytał starszą od siebie kobietę (staż partyjny 7 lat). Co Pani sobie przez te parę lat załatwiła? Nic? To po cholerę Pani do tej partii należy?

I niestety! O to właśnie w tym wszystkim chodzi.

 

belmondo