(Moim zdaniem) Afera podsłuchowa

0
8

Ludzie, co to się porobiło. Już nie można iść do knajpy i pogadać jak chłop z chłopem, żeby ktoś zaraz ucha nie nadstawiał. No makabra po prostu! Mało tego, że podsłuchują, to jeszcze, panie tego, nagrywają. Wariactwo po prostu!

W tym wariactwie jest jednak metoda. Komuś cholernie zależało, by dokopać Tuskowi i jego chłopcom. Tu nawet nie chodzi o to co mówili, bo wielu fachowców, którzy owych rozmów wysłuchali, stwierdziło, że przede wszystkim jest tam pełno tak zwanej podwórkowej łaciny, a nie tajemnic państwa. Panowie ze swadą rozmawiali o długości swoich przyrodzeń. Pomiędzy przyrodzeniami zaplatały się też sprawy, o których należało rozmawiać w sejmie. Ale przecież nie samym sejmem rząd żyje, a i długość owych interesów na splątanie owo wpływ mieć mogła.

Summa summarum należało raczej przeprosić za formę i słownictwo, niż oczekiwać za te słowa Trybunału czy Komisji Sejmowej. Tak jednak głośno zrobiło się o tych nagraniach, że w pewnym momencie rozemocjonowani dziennikarze z naczelnym „Wprost” na czele pomału zaczęło zapominać o treści nagrań. Naganne stało się przede wszystkim to, że panowie w ogóle dali się nagrać. No i ten język nie przystający do wyobrażeń inteligencji z warszawskiej Woli. Szum więc już teraz, nie dlatego, że coś zdradzono czy też za kulisami załatwiano, a dlatego, że Latkowski co chwilę wyciąga z kapelusza świeże nagrania. Tak świeże, że właściwie oprócz opinii na temat menu nic w nich nie ma. Ale na to już chyba nikt nie zwraca uwagi. Opozycja chce głów. Najlepiej wszystkich. Już oni by ich z przyjemnością zastąpili. I na pewno nie daliby się nagrać.

Z tego wszystkiego zapomniano także o tym, że panowie z samej wierchuszki są ochraniani przez BOR. Borowiki nie tylko mają ich bronić własnym ciałem, ale także dbać, by ktoś rozmów panów nie podsłuchał. I tu dali ciała! I to komu! Wszystko wskazuje na to, że załatwiło ich paru (nie ubliżając temu zawodowi) kelnerów. To tak, jakby mistrza wagi ciężkiej pokonał dziesięcioletni dzieciak. Wstyd nie tylko na całą Polskę, ale i na cały świat.

ABW mogło się trochę zrehabilitować. Prokuratura wysłała ich do Latkowskiego po laptopa. Tu akurat nie ma znaczenia, czy mieli prawo mu ten komputer zabrać czy nie. Poszło paru wyszkolonych facetów którzy przecież trenują nie tylko sporty walki ale także strzelanie i obezwładnianie swoich przeciwników. Elita po prostu. I znowu dali d…. Latkowski się nie dał a agenci uciekli z podkulonymi ogonami. Nie dali rady zrobić tego co powinno być dla nich tak proste jak przysłowiowe odebranie dziecku cukierka. Żeby było śmieszniej, zostawili przyniesioną ze sobą walizkę. To, że nie było w niej broni wcale ich nie usprawiedliwia, bo zamiast broni były pieczątki. A z tymi dziennikarze powinni sobie lepiej poradzić, jak z klamkami.

Z całej afery wynika więc do tej pory to, że po pierwsze: panowie ze świecznika rozmawiając ze sobą poza parlamentem używają nieparlamentarnego języka. Po drugie: lubią mówić o długości swoich przyrodzeń (co dotyczy także opozycji w osobie na przykład Hoffmana). Po trzecie: chyba od nowa musimy zacząć budować służby bezpieczeństwa. Te co są nie tylko nie potrafią ustrzec swoich podopiecznych przed podsłuchem, ale nawet we trzech nie potrafią odebrać wątłemu w końcu facetowi jednego laptopa.

Można tylko dodać, że słynne nagrania zanim trafiły do redakcji „Wprost” były oferowane jeszcze kilku znanym dziennikarzom. Nikt inny, poza Latkowskim, tego gówna nie chciał.

 

belmondo