(Moim zdaniem). Będzie się działo

0
3

Niedługo się zacznie. Finał w listopadzie. Jednych będzie to interesować, jak kiedyś wszystkich wyścig pokoju, czy niedawno kibiców mundial. Inni będą to mieli głęboko w nosie, wychodząc z założenia, że co by nie zrobili i tak niczego nie zmienią. Delikatne przebłyski mającej się rozpocząć konkurencji są w zasadzie widoczne od zakończenia poprzedniej. Nie wszyscy je do tego zaliczają, ale pamiętajmy – nic nie dzieje się bez przyczyny.

Wielu już wie o czym piszę. Pozostałych uświadamiam. W listopadzie wybory samorządowe. Zaraz więc zacznie się kampania. Kampania, która już z lekka zalatuje. Kampania, którą trzeba wygrać, by zająć odpowiedni, prestiżowy stołek, połączony w dodatku najczęściej, z odpowiednio wypełnionym garnuszkiem. Tu nasuwa się pytanie. Co ważniejsze? Władza, czy pieniądze? Pewnie dla tych co mają pieniądze ważniejsza jest władza. Pieniądze zresztą pomogą ją zdobyć. Bez nich nie ma odpowiedniej kampanii. Ci co kasy nie mają, przeważnie dążą do władzy po to, by kasę zdobyć. Co lepsze?

Tu przyszli wyborcy muszą się dobrze zastanowić. Wybór jednej z tych możliwości może być kluczowy. Wszyscy kandydaci będą przecież obiecywać to co będziemy chcieli usłyszeć, czyli wszystko. Ci z kasą, i ci bez niej. I tak wszystko co obiecają, jeśli powstanie, powstanie za społeczne pieniądze. Nikt kasy z kieszeni na te cele nie wytrzepie. Do historii można zapisać przypadek pewnego radnego, który kiedyś, w tym mieście, za pieniądze z diet robił sąsiadom chodniki. Wariat? Drugiego przypadku pewnie nie będzie.

Dla wszystkich w mieście najważniejszy będzie wybór burmistrza. Pytanie, czy aby na pewno? Burmistrz to facet w zasadzie firmujący tylko to, co zdecydują radni. W jednym z miasteczek, jak stanęli okoniem do włodarza, to negowali wszystko, co powiedział. Nawet jak chciał dobrze. Podejrzewam, że gdyby zaproponował im podwyżkę diet, też krzyknęliby nie. Ot tak, dla zasady. Zanim by się zastanowili o co chodzi.

Tak więc burmistrz może to, na co pozwoli mu rada. Zrobić może jeszcze to, na co pozwoli mu budżet. Duży budżet – duże inwestycje. Mały – to małe. Wcześniejsze lata były pod tym względem dość dobre. Sporo kasy wpłynęło z Unii. Było czym rządzić. Parę ostatnich było chudszych. Wiadomo kryzys. Ale i tak nie było tak źle.

Burmistrz więc to menedżer. Ma rządzić sprawnie. Zależy to od dwóch rzeczy. Rady i pieniędzy. Sam może decydować o niewielu sprawach. Nasuwa się więc pytanie, po co go zmieniać. Skoro przez parę lat był sprawnym menedżerem, to zna już ścieżki, po których należy się poruszać. Nie bronię tu w żaden sposób obecnego burmistrza. Nie znam faceta i nawet nie mieszkam w mieście. Wychodzę tylko z dawno potwierdzonej prawdy. Lepsze jest wrogiem dobrego.

Co do kampanii, obawiam się pewnych rzeczy. Od dłuższego już czasu życie polityczne w tym kraju staje się coraz brudniejsze. Wbrew pozorom, nie ominęło to tak do końca Sochaczewa. Pewna prowadząca w sondażach partia uważa, że Putin i Goebbels to fajni faceci. Nie, głośno o tym nie mówią. Tego już nikt normalny, by nie wytrzymał. Ale tak, jak kiedyś wymienieni „fajni faceci”, tak i oni mówią wszystkim bzdury uważając, że jeśli długo i często się je powtarza, stają się prawdą. Mam nadzieję, że tego unikniemy.

Obawiam się także błota. Nie dlatego, że w listopadzie może się pojawić na drogach. Błoto to nieczyste zagrania. To wiadomości i stwierdzenia mające pozory prawdopodobieństwa. Łatwo kogoś takim czymś obrzucić. Skutek jest taki, jak z prawdziwym błotem. Zawsze się coś przyklei. Zmyć potem ciężko, a czasem i porządne pranie nie wystarcza. Tym bardziej, gdy już jest „po herbacie”. Tego się strzeżmy i nie dajmy się wmanewrować. Tym bardziej, że za chwilę pojawią się informacje o sukcesach tych, co wcale ich nie mieli i porażkach tych, co mieli sukcesy.

Tak już jest w tej coraz bardziej brudnej polityce, podobno drugim najstarszym zawodem na świecie. Życzę więc wszystkim wyborcom, a szczególnie wybieranym czystej gry. Pamiętajcie, że każdy kij ma dwa końce. Błoto chlapie we wszystkie strony, a rykoszetem też można oberwać.

 

belmondo