(Moim zdaniem) ………

0
6

Czasami chciałbym napisać coś optymistycznego. Że dzieje się lepiej. Ludzie więcej zarabiają. Wszyscy są szczęśliwi. Rodzi się więcej dzieci. Ale niestety! Nie ma tak dobrze! Wystarczy włączyć telewizor i za chwilę już żółć się z człowieka zaczyna wylewać. Zastanawiam się nawet, czy to nie jest przypadkiem jakaś tylko moja przypadłość. Może mam jakieś zwichnięcie w psychice i wszystko widzę nie tak? Może pogoda nie taka, bo przecież mimo zapowiedzi globalnego ocieplenia nie możemy doczekać się naprawdę gorącego, pięknego lata. Coś musi być nie tak. Nie wiem tylko, czy to sprawa ostatnich czasów, czy też zawsze w tym kraju wszystko musi być na opak.

Nadal wstrząsany drgawkami spowodowanymi przez spółkę podsłuchową kelnerów, włączyłem jednak telewizor. A, co tam! Najwyżej wezmę na uspokojenie! Chyba tak zaraz nie zejdę z tego świata! Zacząłem słuchać. Słucham i nie wierzę własnym uszom. W Poznaniu na Malcie miał być wystawiony spektakl „Golgota Picnic”. Sztuka jak sztuka. Nie dość, że pic, to jeszcze nic. Kiedyś oglądałem w PKiN „Szewców” Witkacego. To dopiero było. Nie jakieś tam nic, tylko cały czas tak zwana szewska łacina. Do dziś zapamiętałem niektóre słowa. Nikt się jednak nie obraził. Więc co tam jakaś „Golgota Picnic”.

Spektakl miał być wystawiony, ale nie został. Szefowie imprezy nie chcieli się narazić. Bigotom i Kościołowi. Bigoci jak się okazało treści sztuki nie znają. Ale jak Episkopat mówi, że „Golgota” jest be, to na pewno jest. Trzeba protestować.

Przypadek za chwilę powtórzył się w Warszawie. Tu z kolei w Teatrze Nowym. Już nawet nie wiem, czy sztukę miano tu wystawić, czy też tylko przeczytać. To nieistotne. Fakt faktem, że przed wejściem stała grupa religijnych oszołomów, która śpiewając kościelne pieśni i trzymając się za ręce usiłowała nie dopuścić, by widzowie weszli do teatru. Musiała interweniować policja. Członkowie pikiety indagowani przez dziennikarzy przyznali, że treści sztuki nie znają, ale wiedzą, że obraża ona uczucia religijne. Tak twierdzi Episkopat.

Jak sztuka teatralna grana w zamkniętej przestrzeni teatru może obrażać ludzi wierzących, którzy nie muszą tam być? To tak, jakby ktoś powiedział, że się obraził, bo w innym mieście ktoś napluł na chodnik. Nie widział, nie słyszał, ale się obraził. Przecież nikt tym ludzikom nie kazał do teatru wchodzić i słuchać. To jak to może obrażać ich uczucia? A co powiedzą, gdy ktoś niewierzący powie, że jego uczucia obraża msza w kościele. W zamkniętej przestrzeni. Czy to nie to samo, tylko z drugiej strony?

To jeszcze nie koniec. Protestów jest ciąg dalszy. W sprawę zaangażował się PiS i jego Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Kto nie wierzy, niech sprawdzi. Coś takiego naprawdę istnieje (sic!). Sprawa została zgłoszona do prokuratury, a wniosek został sformułowany tak, że każda instytucja, która w jakikolwiek sposób otarła się o „Golgotę Picnic” będzie musiała się wytłumaczyć. Złe tłumaczenie zapewne spowoduje ukaranie pokutą. Co bardziej winni będą musieli na przykład wysłuchać 4 godzinnego przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, a pośledniejszym grzesznikom wystarczą 2 godziny Fotygi.

Można wierzyć w co kto chce. Nawet w to, że gender to ideologia skierowana przeciwko Kościołowi. Ale nie można się upierać, że wszyscy muszą być tacy sami i w to samo wierzyć. Każdy ma prawo do własnego zdania. Przynajmniej dokąd w Polsce mamy demokrację. Pytanie tylko, czy aby na pewno jeszcze mamy. Bo mnie to zaczyna wyglądać na teokrację.

belmondo