Aktywni startowali w …

0
31

Halve Van Winkelcentrum Hoogvliet

27 maja, w miejscowości Hoogvliet w południowej Holandii odbyły się biegi na różnych dystansach. Biegi dziecięce „Kidsrun” 1700 m, 1100 m, 550 m, 5 km, 10 km, i półmaraton 21.097 km, w którym wystartował zawodnik reprezentujący KM AKTYWNI Sochaczew, Adrian Kowalski.

Dla Adriana to trzeci oficjalny start w Holandii, gdzie obecnie mieszka i pracuje. Jest to również start jubieluszowy, bo w prawie 10-letniej karierze biegacza amatora był to 200-setny, który sobie dopisał do konta.

Bieg ukończyło 163 zawodników/zawodniczek, Adrian zajął 10 miejsce z czasem 01:29:42, w kategorii wiekowej M 12-34 zajął 2 miejsce.

 

 

RONDE VAN ROZENBURG

Hopa Sports jest organizatorem „wyścigów” w okolicach/obrębie Rotterdamu. Biegi jak i wyścigi rowerów są odpowiednio punktowane, na koniec cyklu wyłonieni zostaną zwycięzcy.

9 czerwca w Rozenburgu, małej wsi która jest częścią holenderskiej gminy Rotterdam, odbyły się zawody sportowe.

Runda Rozenburga, odbyły się takie biegi i wyścigi:

*bieg z przeszkodami dla dzieci 500 m
*bieg dla dzieci 11-12lat 1500 m
*bieg dla dzieci 9-10 lat 1000 m
*bieg na 5 km
*bieg na 10 km
*wyścig rowerowy z przeszkodami 7-8 lat 1500 m
* wyścig rowerowy z przeszkodami 9-10 lat 2250 *wyścig rowerowy z przeszkodami 11-12 lat 3000 m
*klasa A 18 km
*klasa B 18 km

W biegu na dystansie 10 km, wystartował zawodnik KM AKTYWNI Sochaczew, Adrian Kowalski, były to dla niego kolejne zawody w krainie wiatraków i tulipanów, okraszone sukcesem. Adrian zajął II miejsce na podium, uzyskując czas 38:32. Kameralny bieg, który ukończyło 55 osób, które zmagalo się z czterema okrazeniami po uliczkach Rozenburga.

Klasyfikacja końcowa wygląda następująco:

1) Alex Bouthoorn (NL) 38:12
2) Adrian Kowalski 38:32
3) Melvijn Rorijs (NL) 39:25

 

Ultra Rykowisko

RYKOwisko ULTRA Trail
Gorzewo, 26 maja 2018
Dystans: 105 km

Niezwykle malownicze tereny Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego, skąpane w słońcu leśne tereny, piaszczyste zbocza, zatopione w soczystej zieleni brzegi jezior. To wszystko okraszone ujmującymi odgłosami tętniącej życiem przyrody – szumem liści, śpiewem ptaków…

Raj? Może dla turystów, bo na pewno nie dla uczestników IV edycji Ultramaratonu RYKOwisko, mającego miejsce w Gorzewie pod Gostyninem.

Niezwykle trudna trasa, mordercze podbiegi, strome spadki terenu, wąskie ścieżki przesłonięte bukietami liści drzew i krzewów, które jakby broniły wtargnięcia w dziewicze miejsca Parku. Nie zapominajmy jeszcze o niespodziankach na trasie w postaci chmar much i komarów, bagien wypełnionych błotem i mułem oraz wszechobecnego żaru z nieba…
To wszystko i wiele więcej oczekiwało wiernie na przybycie śmiałków, startujących w kolejnej edycji RYKowiska.

Zawodnicy mieli do wyboru 3 dystanse: 35, 70 i – dumnie nazywany przez organizatorów królewskim – dystans 105 km. Ja zdecydowałem się zawalczyć na tym ostatnim, choć dla 31 moich współtowarzyszy pierwszym. Długość tras to wielokrotność pętli, liczącej około 35 km. Wybierając dystans koronny ów pętlę należało pokonać 3 razy, mieszcząc się w limicie 15 h (5 h na 1 okrążenie). Przekroczenie wyznaczonego czasu skutkowało zdjęciem z trasy i dysklasyfikacją…. Może zbyt rygorystycznie, powie wielu, ale mimo to organizatorzy słusznie podkreślali, że KAŻDY startujący to zwycięzca. Ci wytrwali, kończący kolejne okrążenia, byli witani na mecie gromkimi brawami licznie zebranej grupy kibiców, która to nie szczędziła swych gardeł.

Na okrążeniu rozmieszczone zostały 3 punkty żywieniowo – nawodnieniowe, zaopatrzone suto i obficie. Po drodze biegnący byli obserwowani przez sędziów na punktach kontrolnych – zarówno tych oznakowanych jak i nie. Tak więc każda próba skrócenia trasy była sprawnie odnotowywana przez bystre sędziowskie oko.

Cały ten bieg, niezależnie od wybranej długości, to nieustanna walka nie tylko z niezwykle trudnymi warunkami, ale przede wszystkim samym sobą. Psychika odgrywa tu największą rolę. Moja zwątpiła po zdobyciu 70 km. Na punkcie w Gorzewie toczyła się we mnie walka – wyruszać na ostatnią pętlę czy nie. I tutaj zaważyła motywacja – i to nie moja, a mojej dziewczyny, która to cierpliwie czekała mnie po każdej 35. Niezwykle przyczyniła się ona do tego, bym z sukcesem pokonał cały królewski dystans. Podczas gdy oszołomiony biegiem wreszcie przysiadałem na chwilkę na punkcie żywieniowym, ona zajmowała się podawaniem mi jedzenia, uzupełnianiem zapasu płynów, zmianą odzieży, czy nawet wiązaniem sznurówek u nowo zmienionej pary butów.

Przekraczając linię mety po raz 3, trzymając za dłoń ją i zapoznanego na trasie kumpla, czułem ogromną radość, świadomość osobistego sukcesu, niemal boską chwałę. To ja, Krzysztof Zakrzewski pokonałem całe słynne 105 km, zostawiając sobie jeszcze prawie 2 h zapasu czasowego. To imponuje mnie samemu, zważywszy na fakt startu bez przygotowania, bez znamion treningu. Naprawdę…

Trudno nie pochylić czoła przed tą trasą. Sprzeczność morderczego wysiłku pośród urokliwej przyrody. Istne piekło w raju. Raju dla wytrwałych.

Ja dostąpiłem jego bram, a Ty?

Czysto formalnie, zająłem 9. miejsce w klasyfikacji generalnej z czasem 13 h 43 min i 44 sek, a dystans 105 km pokonało w wyznaczonym czasie 17 zawodników, reszta albo nie zdążyła albo zeszła z trasy przegrywając z pogodą, dystansem lub z własną głową…

Kilka ważnych słów o cichym bohaterze (a raczej bohaterce) mojego zmagania z dystansem 105 km w Ultramaratonie RYKowisko.

Chodzi oczywiście o moją Ukochaną, moją Malutką Kruszynkę, moją najwierniejszą fankę i i super motywatorkę. Chodzi o moją Ewelinkę ❤❤❤

Korzystam, że nie ma Jej teraz w mieszkaniu, więc mogę chwilę czasu poświęcić by Jej publicznie czy w szerszym zasięgu podziękować…

Gdyby nie Ewelinka, to nie ukończyłbym tego niezwykle ciężkiego zmagania. To Ona dzielnie mnie dopingowała przez blisko 14. godzin, wspierała w trudnych chwilach, mówił, że „dam radę”, gdy czułem się już wyczerpany i myślałem, że już czas by zejść z trasy. Ewelinka dbała o to bym jak najlepiej spędził czas na „przepaku”. Szykowała mi wówczas posiłki, ubranie na zmianę, pomagała się przebrać oraz nawet zawiązać sznurowadła w butach. Była to pomoc niezwykle ważna dla mnie, pomoc, która sprawiała, że nabierałem wiary i siły w to, że można ten dystans pokonać.

Ale… Tylko Ewelinka wie, że w ogóle nic nie trenowałem i start w Rykowisku był totalną głupotą. Ze łzami w oczach namawiała mnie bym tam nie jechał bo szkoda zdrowia, że może warto zmienić dystans na krótszy. Bardzo się o mnie bała. Ja jednak czułem gdzieś głęboko, że muszę się zmierzyć z tym paskudnym dystansem, ślepo byłem zapatrzony w ten start. I właśnie tu mnie moja Malutka najbardziej ucieszyła. Wiedząc, że mnie nie powstrzyma, chciała jechać ze mną i mi pomagać, by widzieć co się dzieje, jak ja reaguje na dystansie, pomagać, dodawać mi otuchy. Mój Anioł.

Bardzo Ci Kochanie DZIĘKUJĘ!!! Kocham Cię ❤❤❤?????