Damian Jaworski – wójt gminy Rybno

0
473

Od listopada 2018 roku jest wójtem gminy Rybno w powiecie sochaczewskim. Bardzo młody, zorganizowany, nie rusza się bez notesu. Samorządowe doświadczenie dopiero zdobywa.

Minęło niewiele ponad miesiąc od objęcia przez pana funkcji gospodarza gminy. Dużym szokiem była wygrana?

– Podejrzewałem, że będzie II tura, ale nie sądziłem, że do niej wejdę. W drugiej z kolei już zacząłem podejrzewać, że mogę wygrać. Ale żeby z taką przewagą, to mi nawet na myśl nie przyszło.

Teraz musi pan pokazać, że nikt nie rodzi się samorządowcem, a wszystkiego można się nauczyć.

– Na pewno dużo pracy przede mną, przed radnymi, ale pracujemy pełną parą od początku. Są przecież zadania, które kontynuujemy, ważne sprawy, wymagające załatwienia do końca bieżącego roku. Mieliśmy dwie kontrole, jedną z Urzędu marszałkowskiego, drugą zusowską.

Tak z marszu, na samym początku? Czego dotyczyły?

– Ta z Urzędu dotyczyła sprawdzenia prawidłowości wykonania przebudowy drogi gminnej w Cyprianach, jeszcze z poprzedniej kadencji samorządu. Kontrola wypadła pozytywnie, co daje podstawę do refundacji kwoty 229 039 zł. Te pieniądze wrócą do budżetu gminy.

A co sprawdzał inspektor ZUS-u?

– To też standardowa procedura. Chodziło o sprawdzenie prawidłowości rozliczeń z ZUS-em. Takie kontrole są przeprowadzane co jakiś czas i nic w nich dziwnego nie ma. Tu też wszystko jest w porządku.

Dopiero objął pan urząd, a tu tyle się dzieje…

– Rzeczywiście, pracy jest mnóstwo. Do połowy grudnia odebrane zostały prace remontowe w strażnicy OSP Erminów i przy budowie Otwartych Stref Aktywności, z placami zabaw w Rybnie i Erminowie.

Myślał pan, że tyle pracy czeka wójta?

–  Cóż, do wyborów nie poszedłem „na żywioł”. Wiedziałem na czym polega praca w samorządzie gminnym. To ogromna odpowiedzialność, ale i satysfakcja, kiedy wszystko się udaje. To dopiero początek mojej służby, bo w takich kategoriach tę pracę traktuję.

Na razie realizuje pan zadania rozpoczęte jeszcze przez poprzednią ekipę samorządową. Koniec roku to zawsze czas szczególny, wiele spraw musi zostać dopiętych, jak choćby budżet. Na wcześniejsze ustalenia nie ma pan w zasadzie specjalnego wpływu.

– No tak, prawuje funkcje wójt dopiero półtora miesiąca, ale wydaje mi się, że upłynęło już więcej czasu. Rzeczywiście, wiele spraw w toku to znacznie wcześniejsze ustalenia i decyzje. Większość zależy od środków zewnętrznych pozyskanych już jakiś czas temu.

Zamknął się pan w swoim gabinecie i stamtąd dyryguje całością?

– Ależ skądże. To w ogóle nie w moim stylu. Moja praca to praca dla gminy, na rzecz społeczeństwa. I właśnie dla tego społeczeństwa, dla wszystkich mieszkańców muszę być dostępny. Co to za wójt, którego nie widać.

Każdego pan przyjmie, jeśli ma jakąś sprawę?

– Oczywiście. Może być co prawda tak, że trzeba poczekać, bo mam spotkanie, ewentualnie się umówić. Jeśli jest taka możliwość, to od razu, na bieżąco staram się temat „ogarnąć”. Nie jest możliwym, żebym wszystko wiedział, znal wszystkie procedury czy sposoby pomocy, czasem interwencji. Dzwonię wtedy do właściwej jednostki czy osoby.

Mieszkańcy gminy mówią, że sam urząd jest jakby bardziej przyjazny.

– Chciałbym, żeby każdy, kto przyjdzie do urzędu, czuł, ze jego sprawa rzeczywiście kogoś interesuje, że nikt go nie próbuje zbyć, że nie jest persona non grata. Błaha w odczuciu urzędnika sprawa, może stanowić sprawę na śmierć i życie dla konkretnej osoby.

Jak pan zauważył, nie pytam o żadne liczby, bo na to zwyczajnie za wcześnie. Może w połowie roku 2019 porozmawiamy kolejny raz i wtedy padną jakieś liczby. W związku z tym ciśnie się pytanie o najbliższe plany.

– Przede wszystkim musimy wszyscy pracować jak najlepiej, jak najsprawniej na rzecz gminy i jej mieszkańców. Wiadomo jednak, że wiele zależy od możliwości pozyskania środków zewnętrznych. Trzeba wiedzieć, gdzie i jak po nie sięgnąć.

Czego w nowym roku życzy sobie wójt Damian Jaworski, a czego prywatnie Damian Jaworski?

– No cóż, życzeń jest wiele, ale najważniejsze, jest to, żeby samorząd gminny działał bez zarzutu. Żebyśmy wszyscy ze sobą współpracowali, jak najlepiej. Żeby do naszej gminy płynęły pieniądze z wielu źródeł. Żeby wszystkie plany się powiodły. To brzmi dość ogólnikowo, ale nie chciałbym zapeszać.

A ja sam, prywatnie? Na pewno chciałbym, żeby ziściło się to, co mówiłem jako wójt, a poza tym zdrowia i spokoju dla wszystkich. A jeśli do kompletu będziemy pełni optymizmu i znajdziemy dla każdego dobre słowo, to z pewnością będzie się nam lepiej żyło.

Lepiej bym tego nie ujęła. Dziękuję za rozmowę.

Monika Gadzińska