Erasmus w rytmie zorby

0
55

Projekt Erasmus plus zakończony. Dzięki współpracy Starostwa Powiatowego w Sochaczewie i Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Praktycznego 35 uczniów i 4 opiekunów Osiemdziesiątki mogło wyjechać do Grecji na dwutygodniowe praktyki zawodowe. To był pierwszy taki wyjazd w ramach programu Erasmus Plus, w którym wzięli udział uczniowie ZS CKP.  Wartość projektu około 60 tys. euro. Jego uczestnicy wrócili pełni wrażeń, nowych doświadczeń, a przede wszystkim umiejętności, ponieważ o to głównie chodziło.

Ci, którzy zakwalifikowali się do programu, uważają, że to ich sukces, ponieważ zainteresowanie projektem było bardzo duże, a komisja, w skład której weszli: dyrektor Julia Jakubowska, wicedyrektor Anna Majcher i kierownik szkolenia praktycznego Ewa Janus postawiła bardzo wysoko poprzeczkę i oceniała różne umiejętności i osiągnięcia, dając naukę osobom z rodzin wielodzietnych czy młodzieży z terenów wiejskich oraz niepełnosprawnym.

Należę do tych szczęśliwców, którzy przeszli przez komisyjne sito. Wyjechałem wraz z moimi kolegami na dwa tygodnie do Grecji – mówi Michał Pniak. – Jestem w klasie informatycznej poza informatykami w projekcie uczestniczyli również mechanicy, logistycy i budowlańcy. Nasz pobyt został doskonale zorganizowany, wszystko było zapięte na ostatni guzik. Zostaliśmy zakwaterowani w czterogwiazdkowym hotelu z basenem i spa w miejscowości Platamonas, 90 km od Salonik. Przepiękna okolica, Riwiera Grecka, jeden z bardziej znanych kurortów w tym kraju. To wcale nie znaczy, że były to dwa tygodnie wakacji. Informatycy mieli zajęcia w hotelu, tu zorganizowano dla nich pracownię. Sześć godzin praktyk dziennie, dodaje Jakub Dudek, ale po powrocie do pokoju zwykle odpalaliśmy swoje laptopy i pracowaliśmy dalej nad projektem, chyba, że akurat padało hasło wycieczka, wtedy oczywiście dołączaliśmy do grupy.

To nie były jakieś banalne zadania, przygotowywaliśmy profesjonalne witryny internetowe – dodaje Krzysztof Orliński. – Projekty trzeba było przygotować na czas. Zależało nam na tym, żeby dobrze wypaść, a to wymagało czasu, nie wystarczały godziny podczas praktyk, zabieraliśmy pracę do pokoju hotelowego. Chcieliśmy mieć dobre oceny, a poza tym nasz opiekun to był naprawdę specjalista wysokiej klasy, bardzo dobrze zorganizowany, stanowił więc dla nas dodatkową motywację.

Na jeszcze jedną cenną umiejętność uczestnicy tego projektu zwracają uwagę. Praca w grupie, realizowanie zadań zespołowych, tego również musieli się nauczyć.  Poza Osiemdziesiątką w projekcie uczestniczyła również inna szkoła, z którą trzeba było realizować zadania. – Mieliśmy przedsmak tego, co może czekać nas w firmie korporacyjnej – zauważa Jakub Dudek.

Zdecydowanie inaczej wyglądały zajęcia logistyków, odbywały się poza hotelem, codziennie w innym miejscu, w innej firmie. Logistyka tych zajęć również sprawdziła się – przyznaje Justyna Ciechomska, mogliśmy przyjrzeć się greckim firmom logistycznym od środka. Są zdecydowanie mniejsze od znanych nam polskich firm logistycznych, ale wiele rozwiązań organizacyjnych było bardzo interesujących. Nie nudziliśmy się. Po raz pierwszy mogliśmy w tak krótkim czasie zapoznać się z organizacją tak wielu, bardzo różnych przedsiębiorstw. Taki kształt praktyk bardzo nam odpowiadał.

Teoria plus praktyka mówią mechanicy. Pierwszy tydzień to były zajęcia teoretyczne – opowiada Dariusz Tempczyk, drugi praktyki w warsztacie samochodowym. Dużo elektroniki, ponieważ ona dominuje we współczesnych autach i musieliśmy poznać jej tajniki. Bardzo interesujące zajęcia z nowoczesnym sprzętem, rysowanie w przestrzeni, niesamowite doświadczenia. A potem tydzień praktyk w warsztacie lokalnego, greckiego mechanika. – Specjalista najwyższej klasy, przyznaje Paweł Rzeźnicki, ale nie ma się czemu dziwić, w końcu 40 lat pracował w serwisie mercedesa. Nie było takiego pytania, na które nie potrafił odpowiedzieć, ogromna wiedza i doświadczenie. A wyposażenie warsztatu! Każdy z nas chciałby zarządzać takim królestwem, co nie znaczy, że w Polsce nie ma tak dobrze wyposażonych warsztatów, też są, ale na pewno w tym było chyba wszystko, czym chciałby dysponować mechanik samochodowy. Do tego porządek idealny, na zakończenie dnia należało pozostawić miejsce pracy w idealnym stanie, tam nawet mikroskopijny pajączek nie mógłby się prześliznąć.

Chyba dobrze wypadliśmy, ponieważ właściciel tego warsztatu zaproponował, że chętnie zatrudniłby nas do pracy. Oczywiście legalnie. Nie powiedzieli ani nie, ani tak. Padły oczywiście konkretne kwoty.

Z kolei budowlańcy malowali, tynkowali, ich terenem działania był plac budowy. I tu, jak mówią, ujawniła się grecka specyfika. Południowcy. Spokój, opanowanie, żadnych napiętych terminów. Sjesta rzecz święta, w pracy nie można się zatracać. My z naszą logiką trochę nie przystawaliśmy do ich systemu – opowiadają budowlańcy, u nas wszystko musi być na wczoraj, a Grecy wychodzą z założenia, że jeśli czegoś się nie uda zrobić dziś, można to zrobić jutro.

W programie pobytu poza praktykami zawodowymi i „hotelowym spa”, jak żartują niektórzy, były też wycieczki do bliższych i dalszych miejscowości atrakcyjnych turystycznie. W Salonikach głosowali w niedzielę, 13 października, to wyjątkowe miasto, The Saloniki – jak mówią Grecy odwiedzili dwa razy, byli też w najstarszej wiosce greckiej Palaios Panteileilemouas, gdzie wypili najpyszniejszą, jak mówią, kawę pod słońcem, za 5,5 euro. Na Kalambala podziwiali wiszące klasztory, tzw. meteory a na plażach Skiathos mogli poczuć się jak w raju, albo jak bohaterowie musicalu „Mamma Mia”, ponieważ tu został nakręcony.

Program turystyczny był bardzo bogaty, każdego dnia wycieczki, albo iventy i nauka najbardziej znanego greckiego tańca zorby. A kuchnia? Doskonałe owoce, mrożona kawa. Kuchnia grecka jest specyficzna, ale nie narzekali, chociaż zdecydowanie ograniczyliby w niej ilość mięsa i oliwy – zauważa Klaudia Buczyńska. – Poza tym bardzo obfite kolacje, ale to szczegóły.

Czy były problemy z dyscypliną uczestników wyjazdu?  – Traktowaliśmy naszych uczniów jak dorosłych – mówi Anna Majcher wicedyrektor szkoły, była jednym z opiekunów – daliśmy im dużo swobody, ale każdy podszedł bardzo odpowiedzialnie do swoich obowiązków, wszyscy byli zdyscyplinowani, punktualni. Świadomi tego, że wyjazd ma charakter grupowy i trzeba się dostosować do programu i oczekiwań organizatora.

Co zwróciło ich uwagę? Dużo Polaków, kompleks hotelowy, w którym się znajdowali nastawiony był na projekty Erasmus, rodaków mieli w zasięgu ręki, w niektórych sklepach na swoich turystycznych trasach zauważyli nawet opisy produktów w języku polskim, ale język angielski był konieczny, zwłaszcza podczas praktyk.

Chcieliby pojechać tam jeszcze raz? Oczywiście, odpowiadają zgodnym chórem.

Grażyna Bolimowska Gajda

.