H zamiast B? Dlaczego w polskim literowym zapisie muzycznym nie idziemy dokładnie z alfabetem

0
60

Ucząc się muzyki od najmłodszych lat, spotykamy się z solmizacjami i zapisem literowym. Podczas śpiewu gamy raczej wybieramy pochodzące z Włoch do, re, mi fa, sol, la si, do zamiast zwykłego C, D, E, F, G, A, H, C. Zapis literowy, to po prostu alfabet, ale nasuwa się pewna niekonsekwencja.

 

Przyjrzyjmy się nazwom dźwięków – to przecież alfabet, ale z pewnymi wyjątkami

Nie musimy przecież zaczynać wyliczania od C. Kiedy początkowym dźwiękiem jest A, wszystko powinno iść zgodnie z alfabetem łacińskim. A, B, C, D, E, F, G, H, I… Cóż, lekko się zagalopowaliśmy, w końcu nie mamy I. Poza tym H po G? Przecież istnieje mniej oznaczeń pełnych dźwięków. Wszystko teoretycznie powinno się skończyć na G, ale jednocześnie pamiętamy, że H jest nawą jednego z dźwięków, tylko jego miejsce jest gdzie indziej. Tak naprawdę, w Polsce zapis brzmi A, H, C, D, E, F, G. Gdzie się podziało B? Występuje, ale jako nazwa obniżonego H. Dla uzupełnienia podajmy też ciąg dźwięków obniżonych o półton – As, B, Ces, Des, Es, Fes, Ges. I podwyższonych o pół tonu – Ais, His, Cis, Dis, Eis, Fis, Gis. Robi się nieco zagmatwanie i patrząc na alfabet nielogicznie. Z wyjątkami właśnie przy dźwięku H i dla jego pochodnych.

 

Możemy z tego wyciągnąć dwa wnioski. Literowe oznaczenia dźwięków nie są zgodne z kolejnością alfabetu (w miejscu B widnieje H), a wyjątkiem nazewnictwa przy obniżaniu czy podwyższaniu dźwięków znów jest ten sam przypadek. Wszystkie inne obniżone nazwy otrzymujemy przez dopisanie końcówki es (lub samego s dla prostszej wymowy części dźwięków), a obniżone H to po prostu B, nie Hes. Istny wyjątek w wyjątku. Czemu ktoś podczas tworzenia praw zapisu literowego wykazał się taką niekonsekwencją i mamy nieintuicyjne wyjątki zamiast A, B, C, D, E, F, G czy As, Bes, Ces, Des, Es, Fes, Ges (ewentualnie zaczynając tradycyjnie – C, D, E, F, G, A, B oraz Ces, Des, Es, Fes, Ges, As, Bes)?

Część Europy w wielowiekowym spadku dostała wyłom w „muzycznym alfabecie”

Używając opracowań z USA możemy natknąć się na stosowanie intuicyjnego B w miejscu naszego H. Tak samo nie znajdziemy w nim B jako polskiego obniżonego H. Na marginesie można dodać, że zamiast końcówek (es, is) Amerykanie dopisują flat dla obniżenia (np. B-flat) i sharp (B-sharp) przy podwyższeniu dźwięku. Metoda dopisków przy alfabetycznym nazywaniu dźwięków obniżonych i podwyższonych jest odmienna (no chyba, że mowa o dopisywaniu bemoli i krzyżyków, co poza zmianą z H na B nie różni się od naszego standardu), ale podstawą dla każdego bez wyjątku jest zwyczajna kolejność liter w alfabecie łacińskim, bez występującej w naszym zakątku świata  zamiany B w H.

 

Część ludzi uważa, że to kolejny wymysł zza oceanu czy Kanału La Manche, tak jak mile, funty, uncje i inne popularne w Wielkiej Brytanii lub USA jednostki, ale to nieprawda. Zapis z H występuje w Niemczech, Polsce i krajach skandynawskich. Reszta świata przyjęła powstały jeszcze we wczesnym średniowieczu zgodny z kolejnością alfabetu. Tyczy sie nie tylko Wielkiej Brytanii i jej byłych kolonii. Przyjmuje się, że ten dysonans powstał w wyniku średniowiecznego błędu kopistów. Przepisując księgi traktujące o muzyce, gotyckie b miałoby być pomylone z h. Wiele wieków temu nie było powszechnej dostępności książek, a co dopiero Internetu, więc prosta weryfikacja pomyłki nie była możliwa. Jedna kopia księgi mogła być później źródłem informacji na wielu rejonów Europy, co widać miało miejsce i powieliło błąd, a taki stan rzeczy nie zmienił się aż do dziś.

Korzystasz z międzynarodowych źródeł? Przyzwyczaj się do braku H

W takim razie można mówić o naszym zapisie jako o powstałym po prostu w wyniku błędu, a nie zamierzonej odmienności systemu, za którą stał konkretny logiczny powód. System bazujący na dźwięku B pomiędzy A oraz C byłby prostszy, łatwiejszy do zapamiętania, nie zawierający wyjątków i po prostu spójny z alfabetem. Nie dziwi więc, że w Szwecji jeszcze w latach ’90 podjęto decyzję o zmianach nazewnictwa w edukacji muzycznej i promuje się oryginalny zapis z B, a bez nazwy H. Także wiele materiałów dostępnych w Polsce z racji międzynarodowej uniwersalności, czy czerpania z zagranicznych źródeł, stosuje wariant z dźwiękiem B jako zamiennikiem naszego H. Co ciekawe, mimo ogólnie przyjętego innego klucza edukacji, nie raz w wyższych stopniach jazzowej polskiej edukacji muzycznej, promuje się odejście od standardu z H na rzecz anglosaskiego (czy właściwie – międzynarodowego).

Dla uzupełnienia można jeszcze wspomnieć o genezie zapisu solmizacyjnego zwanego też sylabowym. Jest młodszy niż literowy, ale nie diametralnie – również wychodzi się ze średniowiecza. Znany jest jego dokładny autor. Był nim żyjący w XI wieku mnich Guido z Arezzo, który zaczerpnął nazwy z tekstu hymnu do świętego Jana, a konkretnie pierwszych sylab danych słów. Jednak od tego czasu dostaliśmy łącznie trzy modyfikacje (pierwotnie używano Ut, San i Jo) wprowadzane odpowiednio w XVI wieku przez Anzelma z Flandrii i dopełnione poprawką Giovanniego Battisty Doni w XVII wieku. Jednak na świecie o wiele popularniejszy od solmizacyjnego jest zapis literowy, szczególnie z dźwiękiem B poprzedzającym C.

Katarzyna Smoderek