Jak to „wstecz” przenieść do przyszłości

0
30

Dyrektorem Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą został 1 kwietnia 2015 roku. Zastąpił Macieja Wojewodę, kierującego placówką przez ponad cztery dekady. W lokalnym środowisku znany jest przede wszystkim z rekonstrukcji walk nad Bzurą, organizowanych najpierw w Brochowie, a teraz w Sochaczewie, ale to też publicysta, autor książek historycznych, konsultant filmowy, autor bloga i współtwórca portalu DoBroni. O czterech latach pracy w muzeum i planach na przyszłość, z dyrektorem Pawłem Rozdżestwieńskim rozmawia Daniel Wachowski.

Zastąpić w fotelu dyrektora człowieka, który budował muzeum od podstaw, otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Sochaczewa, to niełatwe zadanie. 
Tak, ale od pierwszego dnia pracy podkreślałem, że kontynuuję dzieło mojego przyjaciela Macieja Wojewody. Gdy rozpoczynałem przygodę z muzeum, pokazywałem książkę swego poprzednika wydaną w 1983 roku z jego dedykacją „Przyszłemu kustoszowi muzeum ziemi sochaczewskiej”. Kontynuacja to w muzealnictwie bardzo istotna rzecz. Muzea nie lubią wstrząsów. Stanowią depozyt pamięci, który musi być chroniony, dlatego nowi kierownicy najpierw powinni obejrzeć się wstecz i znaleźć sposób, jak to „wstecz” przenieść do przyszłości. Próby rewolucyjnych zmian w muzeach nie kończą się dobrze. Nowy dyrektor musi poznać zespół i wydobyć z niego to, co najlepsze. Sukces można osiągnąć tylko pracując w zespole i myślę, że to się udało.

Muzeum przeszło zmiany organizacyjne, w jego strukturze powstały dwa działy.
– Uchwaliliśmy statut naszej placówki, udało się też wpisać muzeum na listę ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Zmieniliśmy regulamin organizacyjny, na podstawie którego powstały dwa działy – zbiorów i historii. Dział zbiorów zajmuje się ochroną, utrzymywaniem i pozyskiwaniem przedmiotów stanowiących zbiory muzeum. Dział historii pracuje m.in. nad wydawnictwami historycznymi. Jesteśmy niewielką placówką, dlatego każdy pracownik jest przeszkolony we wszystkim. Każdy jest w stanie np. oprowadzić gości po wystawie stałej poświęconej Bitwie nad Bzurą, opowiedzieć o wydarzeniach sprzed 80 lat, o prezentowanych na niej artefaktach. Obydwa działy złożone z historyków i archeologów tworzą nieformalny dział edukacji, razem pracują nad promocją historii ziemi sochaczewskiej.

Żyją jeszcze świadkowie Bitwy nad Bzurą?
Nieliczni. W tym roku mija 80 lat od tych wydarzeń. Najmłodsi z uczestników bitwy, małoletni żołnierze grający w orkiestrach pułkowych, mieli wówczas 13-14 lat. Dziś to ludzie po dziewięćdziesiątce i jest to naprawdę ostatni moment, by zobaczyć pokolenie żyjącą w 1939 roku. Mamy z nimi kontakt, ale ze względu na stan zdrowia i podeszły wiek żołnierzy, są to już kontakty incydentalne.
Duży wkład w utrwalanie pamięci o wydarzeniach sprzed 80 lat ma nasz pracownik Radosław Jarosiński. Zbiera relacje, dokumenty, zdjęcia, wszystko co może stanowić materiał do dalszych badań. Gasną możliwości zbierania ustnych relacji, bo niestety powoli zbliżamy się do sytuacji, jaką mamy w przypadku Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Na wieczną wartę odeszli już wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń. Naszym zadaniem jest ochrona tego, co bohaterowie Bitwy na Bzurą zostawili w naszym muzeum, żeby nasi następcy byli tak samo dumni z nas, jak my jesteśmy dumni z poprzedników.

Po Bitwie nad Bzurą nadszedł trudny czas dla żołnierzy wyklętych. Ich losami także mocno się interesujecie. 
Przywracanie pamięci o ludziach powojennego podziemia nie jest u nas kwestią mody. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowiono osiem lat temu, a nasza placówka przeprowadziła już jedenastą edycję muzealnych spotkań poświęconych ich losom. Prowadzimy program badawczy, poszukujemy życiorysów żołnierzy z Bitwy nad Bzurą, którzy potem byli żołnierzami niezłomnymi. Na budowaną konsekwentnie wystawę „Wyklęci znad Bzury” w tym roku trafiły dwie nowe plansze. W tej chwili mamy takich plansz ponad dwadzieścia, a każda z nich to opis najczęściej tragicznego życiorysu. Po wojnie nie było im dane normalnie funkcjonować. Warto przywołać choćby postać wybitnego oficera, pisarza, redaktora wydawnictwa Bellona, Apoloniusza Zawilskiego, który w więzieniu spędził cztery lata, w tym ponad półtora roku w celi śmierci.

Ich powojenne losy wiążą się jakoś z Sochaczewem?
Niektórych tak. Jeśli nie bezpośrednio, to przy okazji badań nad niezłomnymi natrafiamy na ciekawe materiały dotyczące powojennego Sochaczewa, których analiza i opracowanie będą trwały wiele lat. W dzisiejszych czasach historycy niekiedy idą za modą, publikują informację na jaką natrafili, nie poddając jej krytycznej analizie, nie weryfikując z innymi źródłami. W ten sposób można kogoś skrzywdzić. Przestrzegam przed tym, bo miałem podobną przygodę w życiu. Pisałem monografię 14 pułku Ułanów Jazłowieckich i w relacji Feliksa Maziarskiego o szarży ze sztandarem, w której został ranny, natrafiłem na fragment, że skrwawioną rękę opierał o koc na przednim łęgu. Jako młody, 24-letni historyk napisałem w książce półstronicowy przypis o tym, że Maziarski się myli, kawaleria nie miała koca na wyposażeniu. Dziesięć lat później przeczytałem w dokumentach, że w czerwcu 1939 roku wprowadzono koc polowy i w tym czasie znajdował się on właśnie na przednich łęgach. To było doświadczenie na całe życie. Historyk ma za zadanie dojść do prawdy obiektywnej, badać sprawę w oparciu nie o jeden dokument, ale wiele źródeł.

W ubiegłym roku w magazynach muzeum natrafiliście na konstytucje sejmu koronnego drukowane w 1637 i 1638 roku. Można je teraz obejrzeć na wystawie w holu. Należy więc zakładać, że gdzieś w zakamarkach znajdują się równie cenne eksponaty?
– Od czterech lat, krok po kroku, spisujemy nasze zbiory. Dziś już można powiedzieć, że wiele eksponatów przyjmowano do muzeum w okresie PRL-u, ale nie można ich było oficjalnie wykazywać. Tu wielki ukłon w stronę Macieja Wojewody, który nie pozwalał niszczyć dokumentów z okresu II Rzeczypospolitej czy milicyjnych, tylko gromadził je dla potomnych. W naszym muzeum jest znacznie więcej przedmiotów, niż oficjalnie wykazywano w spisach z lat 70. i 80. Robiono tak, by cenne materiały uchronić przed zniszczeniem. Czeka nas kilka lat pracy przy tych materiałach, choćby dokumentach przedwojennego starostwa, rady miejskiej pracującej w okresie międzywojennym. A same konstytucje są dla nas bardzo cennym materiałem, bo uświadamiają, że pięćset lat temu ktoś pisał o Sochaczewie, wydawał dokumenty regulujące funkcjonowanie miasta, że mamy wielką, szlachetną historię.

Muzeum w symboliczny sposób ma pod opieką kilkanaście cmentarzy z 1939 roku, w tym cztery liczące od tysiąca do kilku tysięcy poległych. Warto przypomnieć, że wspólnie z ratuszem dość skutecznie zabiegacie o pieniądze na remonty żołnierskich mogił. 
Ostatni nasz projekt, w dużej części finansowany z pozyskanej dotacji, to remont kwatery żołnierskiej na cmentarzu parafialnym przy ul. Traugutta. Chcemy wymienić tam obrzeża, krzyże na granitowe, zamontujemy nowe tabliczki w kształcie nieśmiertelnika z 1939 roku. Za zgodą rodziny, którą już uzyskaliśmy, chcemy przenieść w bardziej eksponowane miejsce szczątki majora Kozubowskiego, dowodzącego we wrześniu 1939 roku obroną Sochaczewa. Dziś przy grobie Honorowego Obywatela Miasta nie można wystawić np. warty honorowej, a 38 dywizjon z Bielic, noszący imię majora, ma poważny problem z ceremoniałem wojskowym. Feliks Kozubowski spocznie w pojedynczym grobie, naprzeciw swoich żołnierzy, a całość dopełni obelisk z popiersiem majora. Jednak najważniejsze jest to, że po 80 latach na krzyże powróci 150 nazwisk. Dokonaliśmy pełnej kwerendy archiwalnej, by ustalić nazwiska poległych. Przez dekady, z powodu przepisywania danych, pojawiło się wiele błędów i pomyłek, dlatego sięgnęliśmy do pierwotnych dokumentów i myślę, że sochaczewianie, idąc we wrześniu na cmentarz, będą zaskoczeni, jak wiele anonimowych dotychczas bohaterów w ten symboliczny sposób przywracamy do życia.

Ten cmentarz jest szczególny, bo do dziś zachowana została niemal cała kwatera z 1939 roku.
Tak i chciałbym wyrazić wielką wdzięczność dla wszystkich proboszczów zarządzających cmentarzem parafialnym na przestrzeni lat, że zachowali to miejsce w niemal nienaruszonym kształcie. Są miasta, gdzie dokonywano ekshumacji i tworzono zbiorową mogiłę. Na szczęście nie u nas.

Poza Sochaczewem jest Pan znany jako twórca portalu historycznego DoBroni.pl, ale też jako konsultant filmowy, ekspert od uzbrojenia, mundurów, pojazdów. Pracował Pan m.in. przy „Bitwie Warszawskiej 1920” i serialu „Dzwony wojny”. 
Ostatni film, z którego szczególnie jestem dumny, to „Niepodległość”. Polsat i TVP1 wyświetliły go w listopadzie ubiegłego roku, na stulecie naszej wolności, a przed telewizorami zasiadło 11 mln ludzi. W filmie wykorzystano unikatowe, czarno-białe zdjęcia, które klatka po klatce pokolorowano. Mnie poproszono o konsultację koloryzacji mundurów. Praca przy filmach czy historycznych paradach wojskowych to doskonała okazja do poznawania ludzi kochających historię, posiadających cenne zbiory, ekspertów w danej dziedzinie wojskowości. Nieraz te kontakty wykorzystujemy potem w pracy muzealnej, choćby przy wydawnictwach. W ostatnich czterech latach wydaliśmy samodzielnie lub we współpracy z innymi instytucjami kilkanaście książek. Do rąk czytelników trafiły m.in. „Bitwa nad Bzurą 1939”, „Historia Sochaczewa” czy „Lotniczy Sochaczew” opowiadający o tradycjach lotniczych ziemi sochaczewskiej.

Zainteresowanie tymi wydawnictwami pokazuje, że lubimy czytać o lokalnej historii. 
Powiem więcej, ludzie kochają czytać o własnej historii, dlatego nie staramy się konkurować z lokalnymi historykami, ale zachęcamy ich do współpracy. To dla muzeum zaszczyt, że lokalni badacze przeszłości, uznani autorzy, samodzielnie radzący sobie na rynku wydawniczym, publikują książki sygnowane przez naszą placówkę. Mam na myśli choćby uzupełnioną wersję „Żydów Sochaczewskich” Pawła Fijałkowskiego czy „Kalendarium Sochaczewa 1918-1939” Bogusława Kwiatkowskiego.

A o czym poczytamy w najbliższej przyszłości?
Mamy w planach wydanie znakomitych historycznych esejów Grzegorza Turczyka. Marzy mi się książka o Chodakowie napisana przez Waldemara Bronicza, bo przecież historia miasta to też dawne dzieje Boryszewa, Chodakowa czy wsi włączonych w granice Sochaczewa. Mamy niemal gotową książkę Radosława Jarosińskiego o Famułkach Królewskich, jest złożona książka o Młodzieszynie, więc będziemy mieli dla czytelników jeszcze wiele ciekawych historii.

Jako prawnuk Jana Wojdy nie mogę nie spytać, czy muzeum planuje wydanie także jego wspomnień?
Z wielką chęcią. Fragmenty wspomnień Jana Wojdy opublikowaliśmy w Roczniku Sochaczewskim, można je także usłyszeć siadając na Ławce Niepodległości na placu Kościuszki. To jedna z niewielu relacji dotyczących tak długiego okresu, bo sięgająca od przełomu XIX i XX wieku, przez opis dwudziestolecia międzywojennego, aż do prezydentury Bieruta. Wspomnienia trzeba wydawać drukiem, nawet w niewielkim nakładzie 300-400 egzemplarzy. Książka ma szansę przetrwać wieki, a życie maszynopisu gdzieś w domowej szufladzie jest znacznie krótsze.

Z okazji 80 rocznicy Bitwy nad Bzurą wspólnie z ratuszem chcecie wydać książkę, która ma trafić do każdego ucznia w naszym mieście. Co to będzie?
Planujemy druk 5 tysięcy egzemplarzy książki o 1939 roku, z ilustracjami Jarosława Wróbla, najlepszego polskiego malarza batalisty. Chcemy, by każdy uczeń od przedszkolaka do licealisty otrzymał książkę o obronie Sochaczewa, by trafiła do każdego domu. Trzeba i warto opowiedzieć wszystkim o obronie Sochaczewa, o majorze Kozubowskim. Ten rok będzie czasem wspomnień o bohaterach sprzed ośmiu dekad.