Kiedy rodziców nie ma na święta

0
43

Za nami świąteczny czas, który w naszej kulturze kojarzy się z obecnością rodziny. Nie jest jednak tajemnicą, że nie wszyscy mają tyle szczęścia, że mogą spędzić te chwile w obecności najbliższych. W takiej sytuacji są dzieci z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Giżycach. Jednak ich opiekunowie robią wszystko, żeby odczuwały ten brak jak najmniej dotkliwie.

Sprawdziliśmy, jak święta spędzają podopieczni podsochaczewskiej POW, czyli dawnego Domu Dziecka. Jak się okazało, większość dzieci wyjechała, by spędzić ten szczególny czas z rodzinami.

Nie wszyscy wiedzą, że nie jesteśmy ośrodkiem adopcyjnym – wyjaśnia Kamila Gołaszewska-Kotlarz, dyrektor POW w Giżycach. – Dzieci przebywają u nas, ponieważ ich rodzice, z różnych względów, mają ograniczone prawa rodzicielskie, a to nie jest równoznaczne z tym, że dzieci zostały im odebrane i nie mogą do nich wrócić, bo mogą i nasza w tym rola aby tak się stało. Dlatego robimy wszystko, aby dzieci jak najczęściej odwiedzały swoich bliskich. Za zgodą sądu, możliwa jest wizyta naszych podopiecznych u ich rodziców, bądź rodzin.

I właśnie szczególnie w okresie świąt dochodzi do wielu takich wizyt. Nawet jeśli niemożliwe jest odwiedzenie rodziców, dzieci chętnie wyjeżdżają, by spędzić Boże Narodzenie w domach swojego starszego rodzeństwa, dziadków czy wujostwa.

Czasem jednak taka wizyta nie jest możliwa, przez co część dzieci musi zostać na święta w placówce. Niektóre z nich mają jednak szansę wyjechać do tzw. rodzin zaprzyjaźnionych.

Istnieją rodziny, które zgłaszają się do takich instytucji jak nasza, by pomóc w opiece nad dziećmi – mówi Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – Wsparcie to jest możliwe w przypadku dzieci, które nie mają częstego kontaktu z rodziną naturalną. Takie osoby, chcące zostać rodziną zaprzyjaźnioną, systematycznie odwiedzają dziecko przebywające w placówce. Na początku wizyty odbywają się w obecności wychowawców. Przeprowadzany jest także wywiad środowiskowy w miejscu zamieszkania tej rodziny. Psycholog placówki przeprowadza rozmowę z takimi osobami i sporządza opinię co dopredyspozycji do pełnienia przez nie funkcji rodziny zaprzyjaźnionej. Na podstawie zebranych dokumentów zespół, w którego skład wchodzą wychowawcy, dyrektor placówki, pracownik socjalny i psycholog decydują, czy rodzina zaprzyjaźniona może zabrać dziecko np. na święta, czy też nie.

Do takiego wyjazdu dochodzi jednak tylko na podstawie skrupulatnej i długotrwałej weryfikacji rodziny i tylko jeśli ta rodzina systematycznie odwiedza wychowanka.

Jestem wielkim zwolennikiem rozwiązania polegającego na pojawieniu się w życiu dziecka rodziny zaprzyjaźnionej – mówi Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – Korzystają na tym głównie dzieci, które z rozmaitych względów nie zostały skierowane do adopcji – albo z uwagi na wiek, albo skomplikowaną sytuację prawną. Tymczasem w rodzinie zaprzyjaźnionej taki młody człowiek ma szansę spotkać się z pozytywnymi wzorcami, nauczyć się tworzenia trwałej więzi emocjonalnej, poczuć, że są ludzie, dla których jest bardzo ważny, a to niezbędne do jego prawidłowego rozwoju emocjonalnego. Dlatego rodzina zaprzyjaźniona, decydując się na taką funkcję, powinna zdawać sobie sprawę, jak wielką odpowiedzialność za dziecko na siebie bierze.

W tym roku święta w POW spędziło sześcioro dzieci z ponad czterdzieściorga przebywających na codzień w placówce. To właśnie dla nich kadra starała się stworzyć jak najbardziej świąteczną atmosferę. Dyrektor Gołaszewska-Kotlarz podkreśla przy tym, jak ważne w tym przypadku jest wsparcie starosty Jolanty Gonta. Starosta jest bardzo otwarta na wszelkie inicjatywy służące budowaniu dobrych relacji i jak najlepszej atmosfery między kadrą, a podopiecznymi.

W tym roku dzieci wzięły udział we wspólnej Wigilii z zaproszonymi gośćmi, w tym dyrektorami okolicznych szkół. Otrzymały z tej okazji słodkie upominki. W przedświąteczny wieczór wychowankowie placówki tworzyli ozdoby świąteczne z papieru. Zdobili również okna. Wszystko po to, by podopieczni mieli szansę poczuć atmosferę zbliżających się świąt. Miłymi gośćmi w wigilię byli na pewno członkowie sochaczewskiego Klubu Wolontariuszy, którzy zaczęli w tym roku odwiedzać podopiecznych POW i bardzo się z nimi zżyli.

Prezentów nie zabrakło też pod stojącymi w placówce choinkami. Tak jak w wielu domach, dzieci otworzyły je po wigilijnej kolacji.

Święta, to czas, kiedy wiele organizacji o nas pamięta – mówi Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – Hojne były takie firmy jak TUiR Warta, czy Santander Bank. Dzieci wzięły też udział w „Akcji Mikołaje”. W jej trakcie pisały listy, na podstawie których darczyńcy przygotowali dla nich paczki. Zbiórki dla nas zorganizowali kibice Legii i Widzewa. Uczniowie Gimnazjum nr 1 z Sochaczewa przygotowali upominki. Od redakcji „Ziemi Sochaczewskiej” otrzymaliśmy torby pełne słodkości i zabawek. Zajęcia z dekorowania pierników prowadzili dla naszych podopiecznych uczniowie LO im. Fryderyka Chopina. Pomoc okazało tak wiele instytucji, że nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić.

Między innymi dzięki tym wszystkim zbiórkom i akcjom charytatywnym możliwe jest dbanie o jak najlepszy stan zabytkowego budynku w Giżycach. Poprawiło się też otoczenie, w jakim przebywają dzieciaki. Ze środków własnych POW otrzymały nowe meble do pokojów. Jednak, mimo tych wszystkich starań, kiedy pyta się je, jaki jest ich wymarzony prezent pod choinkę, wiele odpowiada, że byłby to widok rodziców.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl