Otworzyliśmy serca

2
99

Pięć dzielnych kobiet – Sylwia Fiedler, Wioletta Flakowska, Ewa Dudek, Martyna Wójcik i Kamila Gołaszewska-Kotlarz – rozkręciło w internecie akcję, w której przez cały kwiecień wzięło udział ponad 10.000 osób. Wszystkim przyświecał jeden cel – zorganizować pomoc dla członka Klubu Motocyklowego „Boruta MC Poland”, Tomasza Sołdaczuka, u którego zdiagnozowano nowotwór mózgu.

Pod koniec marca w grupie „Okażmy serce – Licytacje dla Tomasza” pojawił się niepozorny wpis Kamili Gołaszewskiej-Kotlarz zaczynający się od słów „UWAGA, UWAGA. Każdy z członków grupy może wystawić coś na aukcje. Poniżej szablon (…).”

– Z początku planowałam zorganizować zbiórkę publiczną, bo mam doświadczenie w takiej właśnie formie działania – mówi autorka wspomnianego wpisu. – Okazało się jednak, że koledzy Tomka już ją zorganizowali. Zaproponowałam więc formę licytacji na facebooku. Skontaktowałam się z Sylwią Fiedler i stwierdziłyśmy, że może rzeczywiście uda się coś takiego zrobić.

Takie licytacje to pracochłonne przedsięwzięcie, o czym wiedziałyśmy z podobnej akcji, w której uczestniczyłyśmy zbierając na leczenie Alicji Młynarczyk – mówi Sylwia Fiedler. – Dlatego o pomoc poprosiłyśmy jeszcze Ewę Dudek. Następnie dołączyła do nas Wioletta Flakowska, a kiedy akcja stała się już trudna do administrowania dla czterech osób, z pomocą przyszła nam jeszcze Martyna Wójcik.

Akcja wystartowała w Wielki Piątek 30 marca i z miejsca zaangażowało się w nią tysiące ludzi.

To było coś niesamowitego – mówi Sylwia Fiedler. – Wiedziałyśmy, że będzie dobrze, ale nie spodziewałyśmy się, że aż tak dobrze. Z początku do grupy dołączało tysiąc nowych osób dziennie.

Akcję prowadziłyśmy wspólnie z klubem motocyklowym „Boruta MC Poland”, który angażuje się w szereg przedsięwzięć pomocowych i nie tylko wtedy, kiedy chodzi o ich członka – dodaje Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – To właśnie zaprzyjaźniona z klubem Wioletta Flakowska zdobyła mnóstwo bardzo popularnych podczas licytacji voucherów.

Wylicytować można było m. in. wejściówki na galę boksu, vouchery do restauracji, salonów kosmetycznych i fryzjerskich, rękodzieło, obrazy, płyty, biżuterię, książki, ubrania, a nawet wycieczki. Tomasz Sołdaczuk przekazał na licytację swój motocykl, który sprzedano za kilkanaście tysięcy. Dużym zainteresowaniem cieszyła się też licytacja okolicznościowego medalu wybitego z okazji 25 lat samorządu miasta, przekazanego przez przewodniczącego rady Sylwestra Kaczmarka. Nabywca mógł kupić medal za ponad 300 zł.

Każda z pięciu administratorek grupy wkładała w prowadzenie aukcji ogrom pracy. Żeby się o tym przekonać, wystarczy prześledzić wpisy w „Okażmy serce – Licytacje dla Tomasza”. W obecnych czasach, gdy podobne zbiórki liczyć można w tysiącach, oprócz wielkiego serca ważny jest też profesjonalizm: gotowe szablony dla wystawiających, „podbijanie” postów przez moderowanie dyskusji, punktualność i dbałość o każdy szczegół.

Działałyśmy zupełnie spontanicznie – przekonuje Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – Zachętą do działania była chęć niesienia pomocy Tomkowi. Żartujemy nawet między sobą, że na punkcie grupy miałyśmy obsesję. Każdego dnia wchodziłyśmy tam średnio co dziesięć minut, żeby sprawdzić, czy ktoś się odezwał, czy coś się sprzedaje, wreszcie żeby zaopiekować się i podbić zainteresowanie aukcjami, które jeszcze nie trafiły do wystarczającej liczby osób.

Zebranie kwoty potrzebnej do zabezpieczenia środków na leczenie Tomasza Sołdaczuka zajęło niecały miesiąc. W tym czasie internauci wylicytowali przedmioty na kwotę ponad 66.000 zł.

Zainteresowanie aukcjami co prawda nie słabnie, ale ponieważ zrealizowałyśmy nasz cel, zdecydowałyśmy o zawieszeniu przedsięwzięcia – mówi Sylwia Fiedler. – Zależy nam też na tym, żeby ludzie się nie wypalili i zwyczajnie nie znudzili licytacjami. Nie ukrywamy, że powstałą przy okazji bazę osób o wielkim sercu, chcemy mieć pod ręką, gdyby pojawił się kolejny człowiek pilnie potrzebujący pomocy. Założona grupa nadal będzie istnieć na facebooku, a w razie potrzeby zmienimy tylko drugi człon nazwy.

W pewnym sensie to jest ogromna zasługa Tomka Sołdaczuka – mówi Kamila Gołaszewska-Kotlarz. – To jest człowiek, który wielokrotnie angażował się w akcje pomocy innym i ludzie to pamiętają. Myślę, że właśnie dlatego, kiedy sam Tomek potrzebuje pomocy, momentalnie zmobilizowało się 10.000 osób. Nie chcemy pozwolić, żeby ten potencjał tak po prostu się rozpłynął. Z doświadczenia w pracy w samorządzie wiem, jak wiele osób staje nagle w obliczu wyjątkowo trudnej sytuacji losowej (Kamila Gołaszewska-Kotlarz jest wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej Sochaczewa i przewodniczącą Komisji Rodziny, Zdrowie i Opieki Społecznej – przyp. red.). Mimo, że ludzie ci najczęściej dobrze radzili sobie w życiu, nie są w stanie w pojedynkę stawić czoła problemom związanym np. z ciężką chorobą.

Podczas trwania akcji nie brakowało wzruszających momentów – mówi Sylwia Fiedler. – Przy okazji licytacji płyty Kazika Staszewskiego z jego autografem, chłopak który ją wylicytował napisał do mnie, że obecnie jest w Anglii, wpłacił pieniądze, ale prosi, żeby nie wysyłać mu płyty, tylko wystawić ją na licytację jeszcze raz. Jak się okazało, zwycięzca, gdy był dzieckiem, spotkał Tomka w świetlicy Caritas i wtedy Tomek mu bardzo pomógł.

Kiedy Kamila Gołaszewska-Kotlarz ogłosiła w grupie ostatni dzień wystawiania przedmiotów, administratorkom spadł na głowę taki wysyp licytacji, że z zatwierdzaniem uporały się dopiero o północy. Wcale ich to jednak nie martwi, bo wierzą, że warto pomagać, a okazane dobro do nas wraca.

Korzystając z okazji wyrażamy wdzięczność wszystkim zaangażowanym w zbiórkę osobom, dzięki którym Tomek Sołdaczuk nie musi się w tej chwili martwić, czy starczy mu pieniędzy na leczenie – podsumowują organizatorki.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

2 KOMENTARZE

Comments are closed.