Pół wieku po maturze

0
255

Niektórzy nie widzieli się kilkadziesiąt lat, przyjechali z całej Polski, a nawet z Włoch, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Jedni zostali dyplomatami, lekarzami, nauczycielami, inni przedsiębiorcami czy osobami duchownymi. Wszystkich połączyła chęć spotkania po latach, a dokładnie po 50 latach od zdania matury. Towarzyszyliśmy im w jedną z czerwcowych sobót podczas odkurzania wspomnień, przypominania sobie twarzy kolegów ze szkolnej ławki, rozmów z dawnymi nauczycielami.

Rocznik maturalny 1968 z Liceum Ogólnokształcącego im. Fryderyka Chopina rozpoczął spotkanie od mszy św. odprawionej w kaplicy Matki Bożej Różańcowej u św. Wawrzyńca przez ks. Józefa Sobieraja, ucznia kl. XI a. Zaraz potem zebrani udali się do LO „Chopina”, gdzie jeszcze przed budynkiem szkolnym rozległy się okrzyki zdziwienia i radości: „Jurek, to ty?” „A kto pyta?” „Nie poznajesz mnie?”

Szkoła czekała na uczniów
Z wielką atencją byłych absolwentów i ich nauczycieli witał dyrektor szkoły Dariusz Miłkowski. Na gości czekały stare kroniki szkolne, wystawy zdjęć z okresu, kiedy chodzili do szkoły i młodzież, która częstowała kawą, kanapkami i oprowadzała po szkole.

Ciężar organizacji zjazdu wziął na siebie Edward Białkowski, który 10 lat temu nie mógł się włączyć w przygotowania do spotkania na 40-lecie, bo pracował za granicą. Tym razem  za punkt honoru postawił sobie zebranie jak największej liczby absolwentów. I udało się. Także dzięki hojności kolegów szkolnych Wojciecha Ciurzyńskiego i Jerzego Kobiereckiego, którzy pokryli wszystkie koszty zjazdu.

Edward Białkowski mówił, że spośród 116 absolwentów na spotkaniu pojawiła się połowa, co na pewno jest doskonałym wynikiem. Ubolewał, że 14 osób już nie żyje. Przypomniał także profesorów, którzy wtedy uczyli, a których już nie ma wśród nas, m.in. wychowawczynię XI c prof. Janinę Tarnogrodzką a także Aleksandra Kruszyńskiego, Lesława Strzelczuka, Wandę Górko. Zmarłych nauczycieli i kolegów zebrani uczcili minutą ciszy. Z ogromną radością witano profesorów: Marię Łakomską, Eleonorę Białecką, Bogumiłę Bukowską, Krystynę Sławecką-Kowalewską, Tadeusza Tomaszewskiego, Eugeniusza Żmudczyńskiego, którym byli uczniowie odśpiewali gromkie 100 lat.

Popłynęły wspomnienia…
Szarytka, siostra Stanisława Kasińska, doskonale pamiętała klasę na I piętrze, w której się uczyła, ale jednocześnie nie mogła się nadziwić zmianom, jakie nastąpiły w liceum. Wraz z kolegami chętnie wracała do wspomnień sprzed lat. Nawiązał do nich Edward Białkowski, mówiąc, że jubileusz półwiecza doskonale wpisuje się w tarczę z numerem 50, którą każdy z nich nosił. („50” oznaczała numer sochaczewskiego liceum w ogólnej klasyfikacji szkół.)

Eugeniusz   Żmudczyński, wychowawca kl. XI b,  pracę w liceum rozpoczął w 1964 r., a więc wraz ze swoimi uczniami i zakończył po czterech latach, kiedy jego wychowankowie złożyli egzamin dojrzałości. Uczył plastyki i prac ręcznych i jak mówi, wtedy bardziej interesująca wydawała mu się praca w policji. Lata spędzone w „Chopinie” darzy jednak sentymentem, dlatego chętnie pojawia się na spotkaniach z absolwentami i utrzymuje z nimi przyjacielskie kontakty.

Katarzyna   Majchrzak (z domu Jankowska), absolwentka z 1968 r., a później nauczycielka języka polskiego w „ogólniaku”, doskonale pamięta swoich nauczycieli, m.in.: wychowawczynię i polonistkę prof. Tarnogrodzką, Krystynę Sławecką-Kowalewską (przez uczniów nazywaną Wanią – red.), która rozbudziła w młodej Kasi miłość do języka rosyjskiego, prof. Marię Łakomską uczącą biologii, łacinniczkę Janinę Kingę Dobrowolską, geografa Mieczysława Dębowskiego (słynnego „Wąsa” – red.) czy nauczyciela fizyki Mieczysława Kontka. Edward Białkowski dodaje, że prof. Kontek był wielkim miłośnikiem jazzu. Kiedy klasa nie garnęła się do poznawania kolejnych wzorów czy definicji, prowokowała rozmowę na temat tego gatunku muzyki. Nauczyciel, wciągnięty w wir dyskusji, w połowie lekcji przypominał sobie, że trzeba wytłumaczyć kolejny temat.

Po latach łatwiej było się przyznać do tego, kto komu na maturze podał ściągę, jak to się stało, że tuż przed końcem roku szkolnego zginął dziennik jednej z klas i jak często niektórzy wystawali pod gabinetem dyrektora, aby otrzymać burę za kolejne przewinienia.

Okiem dyrektorai nauczyciela
Takie historie nie miały prawa się zdarzyć na lekcjach prof. Dębowskiego. Katarzyna Majchrzak opowiada, że już jako młody nauczyciel był bardzo poważny i zasadniczy, miał staroświeckie zasady, którym hołdował. Był wyjątkowo wymagający, przez co geografia była jednym z najważniejszych przedmiotów szkolnych.

Bogumiła Bukowska, dyrektor „Chopina” w  latach 1965-72  opowiada, że na uroczystość 50-lecia otrzymała od komitetu organizacyjnego piękne zaproszenie, ale mimo tego nie wybierała się na spotkanie. Kiedy jednak zadzwonił Edward Białkowski i w imieniu kolegów ponowił prośbę, zmieniła decyzję. Teraz ze wzruszeniem mówi, że warto było.

Siedzimy naprzeciw siebie jak przed laty. Oni, dojrzali ludzie, sześćdziesięciu pięciu spośród stu szesnastu ówczesnych maturzystów oraz my, zespół pedagogiczny, sześcioro spośród siedemnastu. Wspólne zdjęcia, kwiaty i zaproszenie na kawę w budynku szkoły, przygotowaną i podawaną przez obecnych uczniów. Absolwenci przedstawiali się i wspominali lata szkolne. I mnie dopadły   wspomnienia. Pięćdziesiąt lat temu – siermiężne czasy, siermiężna szkoła. Stary budynek, piece kaflowe, czarne, drewniane podłogi. Do nauczania kreda, tablica i niewiele pomocy naukowych. Nie było łatwo. Żelazne ramy programowe, hierarchiczny system oświatowy, nieustanna cenzura „czynników” politycznych ograniczały realizację własnych koncepcji pracy – wspomina dyrektor Bukowska.

Całkowita przebudowa szkoły, którą wówczas rozpoczęła, zakończyła się  sukcesem. Powstały nowe pracownie, przede wszystkim do nauki języków obcych. Ważnym zadaniem wychowawców i nauczycieli była motywacja do nauki w czasach powstawania grup młodzieży alternatywnej, rockowych zespołów muzycznych oraz ruchów hippisowskich i wolnościowych.

Mimo trudnych warunków udało się osiągnąć dobre wyniki wychowania i nauczania. Myślę, że zadecydowali o tym wspaniali wychowawcy i oddani nauczyciele. Mądrzy, kochający dzieci, pełni zapału i świadomi zadań. Tworzyli uczniom warunki do poszerzania wiedzy, wzmacniali pozytywne cechy, utrwalali wartości, które świadczą o naszym człowieczeństwie – dodaje Bogumiła Bukowska.

Zabawa do rana
Wspomnienia szkolnych czasów zebrani kontynuowali w restauracji Chopin. Rozmowy i zabawa trwały do drugiej w nocy, a spotkanie umilał zespół muzyczny oraz występ solistki operetkowej. Niektórzy żegnali się dopiero po hotelowym śniadaniu, zapowiadając szybkie spotkania w węższym gronie. A dyrektor Bukowska po spotkaniu mówiła: „Patrzyłam na tę gromadę rozbawionych osób, szczęśliwych ze spotkania kolegów i przyjaciół z tamtych lat. Przypomniałam sobie wielu naszych uczniów i pomyślałam: warto było”.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl