Rugbiści szykują się do nowego sezonu. Zarząd szuka kolejnych sponsorów

0
79

Rugbiści Orkana Sochaczew przygotowują się do nowego sezonu. Wszystko wskazuje na to, że pierwszy mecz rozegrają 16 lub 17 marca na własnym stadionie. Podejmą Budowlanych Lublin. Sezon potrwa krótko, bo tylko do czerwca. Dla sochaczewskiej drużyny to ma być kolejny krok w kierunku budowy zespołu na miarę medalu mistrzostw Polski. Cel na 2019 rok to miejsce w pierwszej czwórce.

Atmosfera w drużynie jest rewelacyjna. Treningi podjęliśmy najwcześniej ze wszystkich ekip Ekstraligi Rugby. To była inicjatywa zawodników, którzy czują, że czołówka jest w zasięgu. W kilku meczach poprzedniego sezonu zabrało nam sił w końcówkach. Chcemy, by teraz było o wiele lepiej – mówi grający menedżer Orkana Maciej Brażuk.

Przypomnijmy, że nasza drużyna, będąc beniaminkiem, zakończyła rozgrywki na piątym miejscu, grając jesienią w tzw. grupie mistrzowskiej, tocząc wyrównane boje ze wszystkimi ekipami. To duży sukces, choć w klubie na każdym kroku przypominają, że to początek drogi. Plan zakłada, że za rok, góra dwa, sochaczewska ekipa włączy się realnie do walki – najpierw o medale, a potem o mistrzostwo Polski.

W meczu z sopockim Ogniwem, które potem wywalczyło srebro, w Sochaczewie prowadziliśmy przez cały mecz. Dużo bardziej doświadczeni, utytułowani i zgrani ze sobą rywale zwycięstwo wydarli nam w ostatnich pięciu minutach (decydujące punkty dla gości zdobył wypożyczony z Sochaczewa reprezentant Polski, Mateusz Plichta). Drużyna ma naprawdę duży potencjał. W większości to młodzi, zdolni zawodnicy, część przeszła przez juniorskie reprezentacje. Teraz trzeba im tylko czasu, doświadczenia i wiary w to, że są w stanie wygrywać z najlepszymi. Bo, że są w stanie walczyć, już wiedzą. Jestem zbudowany ich postawą – mówi trener Orkana Andrzej Kopyt.

Siwy zostaje

„Siwy”, jak mówią o nim w polskim środowisku rugby, pozostaje z drużyną na kolejny sezon. To świetna wiadomość, bo Kopyt jest legendą dyscypliny. Kibicom rugby nie trzeba go przedstawiać. Przez dekady tworzył potęgę warszawskiego AZS AWF, najbardziej utytułowanego klubu w Polsce (16 tytułów mistrza Polski). Był trenerem reprezentacji, wcześniej jej kapitanem.

Pozyskanie Andrzeja do współpracy to był nasz wielki sukces. Przejął drużynę w trudnym momencie, gdy w środku sezonu złapaliśmy zadyszkę i groziło nam, że nie awansujemy do grupy mistrzowskiej, a to był sportowy cel na poprzedni sezon – przypomina prezes RCO, Mieczysław Głuchowski, dla którego jesień to była pierwsza w jego wieloletniej karierze działacza sportowego przygoda z rugby.

Prezes Głuchowski bardzo nam pomógł w trudnym momencie. Jesteśmy mu wszyscy bardzo wdzięczni  – dodaje Brażuk. – Głuchowski przejął stery w Orkanie w czasie wakacji. Szybko uporał się z kryzysem, w jaki wpadała drużyna. Doprowadził do płynnej zmiany szkoleniowca (poprzedni, Maciej Misiak, został w klubie z zadaniem wzmocnienia szkolenia młodzieży). Pozyskał nowych sponsorów. Firmy Prima, Fast Service oraz Zdzisław Kośmider dołączyli do Whizzu, marki PanWybierak.pl., Żywca i Gardenii. Dziś nikt w klubie nie wyobraża sobie zarządu bez Głuchowskiego.

Międzynarodowe towarzystwo

Wiele osób w Polsce z ciekawością przyglądało się sochaczewskiemu projektowi. W ekipie Whizz Orkan pojawili się zawodnicy z życiorysami, jakich do tej pory w polskim rugby nie było. Najgłośniejszy z nich to oczywiście Kenijczyk Joshua Chisanga. Przed podpisaniem kontraktu z Orkanem występował m.in. w angielskiej Aviva Premiership. Ze względu na siłę fizyczną i ofensywny styl gry kibice w Kenii nazwali go „Bestią”. W zespole pojawili się Gruzini i Tongijczycy. Wśród nich uczestnik najważniejszej rugbowej imprezy na Kuli Ziemskiej – czyli Pucharu Świata. Mowa o Givim Bereshvili. W drugiej połowie sezonu do drużyny dołączył uczestnik ostatnich mistrzostw świata w olimpijskiej odmianie rugby – reprezentant Tonga Violeti Kolo. Do Sochaczewa przyleciał prosto z Chicago, gdzie odbywał się turniej. Z miejsca stał się objawieniem ligi. Błyszczał w każdym meczu.

Byliśmy zadowoleni ze wszystkich zawodników – podkreśla Brażuk, który odpowiada za wzmocnienia. – Na dziś w drużynie na pewno zostaje Sandro Jelia. Cieszę się, że udało się go zatrzymać, bo miał propozycje z innych polskich klubów. Violeti wrócił na Tonga, ale jesteśmy dogadani, że po urlopie melduje się znów w Sochaczewie. Jego rodak Taufu’i Halaifonua przechodzi najprawdopodobniej do Skry, co pokazuje, że rośnie kolejny mocny klub na mapie rugby. Warszawiacy grali do tej pory bez wzmocnień. Teraz też szukają zawodników w Polsce i za granicą. Dołącza więc kolejny rywal w walce o czołowe lokaty. My oczywiście też szukamy zawodników, którzy dadzą nam jeszcze więcej. Mam już kilka opcji. Wszystkie konsultuję z trenerem Kopytem. Ale jeszcze za wcześnie, by zdradzać nazwiska. Konkurencja, jak widać, robi się na rugbowym rynku duża. Najważniejsze jednak, że mamy swoich świetnych graczy, którzy złapali „zajawkę”, jak mówi dziś młodzież. Chcą budować silny klub, angażują się, tworzą super zespół – cieszy się Brażuk.

Nowa Maracana znów ożyje?

Jesteśmy na etapie budowania budżetu na nowy sezon. To w tej chwili najważniejsze zadanie dla zarządu – mówi Głuchowski. – Oczywiście naszym największym sponsorem pozostaje miasto Sochaczew. Bez środków prywatnych nie udałoby nam się jednak realizować wszystkich planów. Na przyszły sezon, jeśli chcemy zrobić kolejny krok, czyli powalczyć o miejsce w czwórce – musimy osiągnąć jeszcze wyższy budżet. A trzeba pamiętać, że w klubie mamy ponad 300 zawodników i zawodniczek, od miniżaków do seniorów. Utrzymanie takiej dużej grupy to ogromne wyzwanie – dodaje.

Chcemy stworzyć wokół klubu grupę lokalnych biznesmenów, zaprosić ich nie tylko do wsparcia drużyny środkami finansowymi, ale też zaangażowania w zarządzanie. Marzy mi się coś na kształt rady biznesu, czy jak kto woli klubu biznesu, który będzie działać przy drużynie. Szykujemy też program pod hasłem „Ty też możesz zostać sponsorem Orkana” przeznaczony dla wszystkich kibiców. W ramach tego programu chcemy zaoferować sochaczewianom zakup całosezonowych karnetów. Będą w różnych cenach. Taki karnet nie będzie tylko wejściówką na mecz, ale rodzajem karty klubowej. Jej posiadacz będzie członkiem naszej rodziny. Sponsorem klubu – wyjaśnia Głuchowski.

Sezon będzie krótki i dynamiczny. Związek znów zmienia system rozgrywek na jesień-wiosna. Dlatego zaczniemy w marcu, skończymy w czerwcu, by po wakacjach wrócić do gry już w kolejnym sezonie 2019/2020. Kalendarz wyjątkowo nam sprzyja. Mamy pięć meczów u siebie i cztery na wyjeździe. Już dziś zapraszamy na inaugurację. To będzie wielkie wydarzenie, bo przecież mamy nową trybunę. Wierzę, że wypełni się po brzegi. I tak już zostanie do końca sezonu. Sochaczewska Maracana to ma być nasz kolejny wielki atut – kończy Maciej Brażuk.