Telefoniczni oszuści coraz zuchwalsi

0
55

Trudno zliczyć, ile razy pisaliśmy o naciągaczach, którzy żerują na ludzkiej naiwności. Jednak co innego pisać o tym, a co innego samemu przeżyć taki telefon. Mnie się to przytrafiło. Właściwie nie mnie, a mojej ponad 80-letniej mamie, ale przeżyłam to niemniej niż ona.

Moja mama jest schorowaną osobą. 12 lutego przed godz. 14 mamy jechać do lekarza daleko poza Sochaczew. Jest godzina 11 z minutami. Dzwoni telefon. Mama odbiera i mówi zwyczajowe halo! W słuchawce też słyszy halo! wypowiadane damskim zachrypniętym głosem. Dalej rozmowa wygląda następująco:
Mama: Kto mówi?
Rozmówczyni: mamo, nie poznajesz mnie?
M: Córciu, to ty?
R: To ja, ale mam zapalenie gardła i dlatego tak mówię.
M: To jak ty dzisiaj ze mną pojedziesz?
R: Jakoś pojadę, ale mam dużo większy problem.
M: A co się stało?
R: Mam poważny problem i potrzebuję natychmiast 25 tys. zł.

W tym momencie moja mama zaczyna rozumieć, że nie rozmawia z córką. Krzyczy do słuchawki: To oszustwo! i słyszy sygnał przerwanego połączenia. Jest tak roztrzęsiona, że nie wie, co ma dalej robić. Serce wali, ręce drżą, nie może zebrać myśli. Na szczęście dzwoni do mnie.

Dalszy ciąg zdarzeń łatwo przewidzieć. Uspokajam mamę i dzwonię na policję. Tam dowiaduję się, że dzień wcześniej były już podobne zgłoszenia. To znaczy, że kilka starszych, schorowanych osób przeżyło podobny szok, jak moja mama. Czy żadne z nich nie przypłaciło tego zdrowiem, nie wiem. Wiem natomiast, że moją mamę wiele kosztował telefon, który odebrała.

Zastanawiam się, jak wyglądałaby dalsza rozmowa, gdyby mama nie zareagowała w stanowczy sposób i czy tym razem ktoś inny nie dał się oszukać. Próby sprawdzenia numeru rozmówczyni spełzły na niczym. Wyświetlacz w telefonie pokazał „numer nieznany”.

Policja zapewne bada te ostatnie przypadki, a ja nie piszę o nich po to, aby uzyskać jakieś fory w dochodzeniu. Po prostu dopiero teraz, kiedy taka sprawa dotknęła mnie osobiście, widzę te wszystkie starsze osoby, często samotne, chore, które każdego dnia są narażone na takie przeżycia. Jednocześnie jestem dumna z mojej mamy i tych wszystkich, którzy nie dali się oszukać. Mam, jak twierdzi policja, tym razem, nadzieję, że jest w tym też jakaś zasługa naszej gazety, bo kiedy po tym przykrym zdarzeniu pytałam moją mamę, czy nie miała momentu wahania, powiedziała mi: No co ty, córciu, tyle o tym piszecie w gazecie, tyle rozmawiamy o takich przypadkach, że jak usłyszałam o pieniądzach, od razu wiedziałam, że ktoś chce mnie wykorzystać.

Rozmawiajmy z rodzicami, starszymi krewnymi, że każdy telefon w sprawie pieniędzy jest podejrzany. Na co dzień rozmowa o tak dużych kwotach nie odbywa się przez telefon. A „Ziemia Sochaczewska” nadal będzie przypominać, przestrzegać i podawać przykłady. I będzie to robić do skutku.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl