Wielkanoc na ziemi sochaczewskiej

0
17

Poszukując materiałów o świętach Wielkiejnocy na Mazowszu, dzięki niezwykle pomocnym bibliotekarkom z kramnic, natrafiłam na skromne, acz cenne wydawnictwo prezentujące m.in. wielkanocne świętowanie na naszym terenie. Są to „Wędrówki kulinarne po ziemi sochaczewskiej”, które wyszły spod pióra Kazimierza Jacka Górnickiego i Aleksandra Grzegorza Turczyka.

Autorzy wydawnictwa z 2005 r., przygotowanego na zlecenie Starostwa Powiatowego w Sochaczewie, na przykładzie dziewiętnastowiecznego dworu w Bielicach pokazali, jak przygotowywano się, a później obchodzono Wielkanoc. Dwór rodziny Korybut-Woronieckich już nie istnieje, ale pozostały po nim pamiątki i dokumenty.

Zacznijmy od tego, że Wielki Post w dworze w Bielicach był rygorystycznie przestrzegany. Jadano głównie postne zupy i ryby pod różnymi, choć niewyszukanymi, postaciami. Jeśli była kasza lub ziemniaki, to tylko okraszone olejem. Jeszcze surowsze zasady panowały podczas Wielkiego Tygodnia, kiedy we dworze jadało się raz dziennie, a w Wielką Środę i Wielki Piątek całodzienne pożywienie stanowiła kromka chleba i szklanka herbaty.

Skromnie bywało w chłopskich chatach, gdzie przez 40 dni postu podstawowym jedzeniem był żur i śledź. Nic więc dziwnego, że Wielkanocy wyczekiwano nie tylko ze wzniosłych względów religijnych, ale też bardziej przyziemnych i czysto egzystencjalnych. Jak pisze Hanna Szymanderska w książce „Polska Wielkanoc” jedną z największych atrakcji tych świąt było wielkie obżarstwo. Już od Niedzieli Palmowej czekano z niecierpliwością na ten dzień, śpiewając:

„Jedzie Jezus jedzie

Weźmie żur i śledzie

Kiełbasy zostawi

I pobłogosławi…”

Wróćmy jednak do pobliskich Bielic. „Na dwa tygodnie przed świętami wielkanocnymi zaczynały się w bielickiej kuchni przygotowania. Klucznica, fraucymer oraz dworski kucharz mieli pełne ręce roboty. Oprócz szykowania rozmaitych potraw mięsnych, najwięcej pracy wymagał wypiek mazurków oraz bab wielkanocnych, których zawsze musiało być kilka rodzajów” – czytamy w „Wędrówkach kulinarnych po ziemi sochaczewskiej”.

Autorzy opracowania pokusili się nawet o dokładny opis tego, jak wyglądało przygotowanie długo oczekiwanych słodkości. „Do wyrabiania ciasta służyły specjalne drewniane niecki, wykonane z jednego kawałka grubego pnia, wewnątrz wyżłobionego. Dwie dziewczyny stawały naprzeciw siebie, wbijały do niecki kopę żółtek; białka odrzucały do garnka. Przez około pół godziny, bez przerwy, ubijały je dłońmi. Gdy już żółtka zaczynały trochę gęstnieć i bielały, dworska klucznica dodawała cukier, a dziewczyny ponownie je ubijały przez pół godziny. Dopiero do tak ubitej masy wsypywano dwa funty mąki i znowu całą godzinę mieszano. W końcu dodawano drożdże, roztopione masło, substancje zapachowe i ponownie przez pół godziny mieszano ciasto. Następnie całą zawartość niecek okrywano starannie w ciepłym miejscu i po godzinie „rośnięcia” wlewano do dobrze wysmarowanej masłem formy. W formach ciasto rosło dalej, a gdy już odpowiednio podrosło, wstawiano je do gorącego pieca. Z kopy żółtek wychodziły dwie baby i sztuką nie lada było ich wydobycie z form, gdy się już upiekły. Baby układano następnie na poduszki, przykryte prześcieradłami, a potem, by uniknąć zakalca, lekko, bardzo ostrożnie turlano, aż do ostygnięcia”.

Okazuje się więc, że wykonanie ciast było ciężką i mozolną pracą, a przecież oprócz ciast trzeba było przygotować mięsiwa. W bielickim dworze były to: dwa rodzaje szynek (marynowano-wędzona i peklowana gotowana), prosię pieczone z zarumienioną skórką i z chrzanem w pyszczku, kilka rodzajów kiełbas, salcesonów, pieczone indyki i perliczki, no i całe mnóstwo gotowanych  jaj.

Cały ten smakowity arsenał czekał do rezurekcji, czyli porannej mszy w Wielką Niedzielę. Dopiero po powrocie z kościoła domownicy zasiadali do śniadania. A jak pisze w swojej książce Hanna Szymanderska, „…ten kto rezurekcję przespał, nie miał prawa jeść święconego”. Dlatego mniejsze i większe kościoły wypełniały się po brzegi, a po mszy „wyposzczeni ludzie spieszyli do domu na Wielkie Śniadanie”.

Książeczka „Wędrówki kulinarne po ziemi sochaczewskiej” zawiera także tradycyjne przepisy. Wśród nich znajdziemy wielkanocny pasztet z królika, ćwikłę, żur staropolski, czy wielkanocną szynkę w cieście. Przepisy pochodzą od mieszkańców naszego powiatu, co świadczy o ich przywiązaniu do tradycji. Także tej kulinarnej.

Wymienione przeze mnie pozycje książkowe oraz wiele innych opracowań o zwyczajach i obrzędach, nie tylko wielkanocnych, znajdą czytelnicy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w kramnicach przy ul. 1 Maja. Polecam

Jolanta Sosnowska

 

Skoro o tradycji kulinarnej mowa, warto dodać, że co prawda nie z okazji Wielkanocy, a Dni Sochaczewa, powstał największy mazurek w Europie. W czerwcu 2011 roku, z okazji święta miasta, na zlecenie ratusza ciasto przygotowała cukiernia Lukrecja. Mazurek miał 9 metrów długości i 80 cm szerokości. Do jego przygotowania użyto 600 jaj, 42 kg czekolady, 30 litrów oleju i 10 kg cukru!

Pisze o tym „Angora” w swoim ostatnim, świątecznym wydaniu.