Wsteczna kwarantanna

0
68

Są wierzący i nie wierzący. Ci pierwsi wierzą, że zaraza istnieje i jest wredna. Ci drudzy mówią, że ktoś to wymyślił, by manipulować ludźmi. Zbyt wielka to jednak skala, by snuć aż takie teorie spiskowe. Wirusy są wszechobecne i nie jesteśmy w stanie ich uniknąć. Zawsze były, są i będą. Ale mnie chodzi tu o coś innego.

Zastanawiam się, jak to działa. Trudno ogarnąć rozmaite zalecenia, niby znamy zasady kwarantanny, izolacji, nadzoru epidemiologicznego. Ale jest chaos, kompletny brak spójności, kompletny brak logiki, każdy sobie rzepkę skrobie.

Obrazki z życia wzięte:

  1. Ewa – jest 15 lipca, odbiera telefon z Sanepidu, że została objęta nadzorem epidemiologicznym do 19 lipca. Pyta o obostrzenia. Słyszy, że wszystko może robić normalnie. Kontakt z zarażonym lekarzem miała 3 lipca, 5 stwierdzono u niego Covid.

Podobno Sanepid przeprowadził z Ewą wywiad epidemiologiczny 14 lipca. Tyle, że Ewa o     tym nic nie wie. Pani z Sanepidu wie, bo ma przed nosem notatkę. Z wywiadu. Którego       nie było. Od 3 do 15 lipca Ewa miała, z racji pracy, kontakt z przynajmniej 200 osobami.     Co tam.

  1. Jurek – kwarantanna profilaktyczna po przyjeździe z zagranicy. O północy z soboty na niedzielę przekroczył polską granicę, kwarantanna obowiązuje od 7 rano w niedzielę. A co przez te 7 godzina? Można wszystko. A potem 5 kontroli policyjnych w niedzielę, 4 w poniedziałek. Potem już tylko po 2 dziennie. Raz się spóźnił ze zrobieniem zdjęcia, bo akurat siedział w wannie. I już podpadł. Kontrola przyszła pod same drzwi mieszkania. Zastanawiał się, czy nie dać im śmieci do wyrzucenia, bo już nieco waniały.

Koniec kwarantanny, nikt nie dzwoni, nie informuje. Jurek zadzwonił sam. Po wielu             trudach wyjaśnił, że skończył kwarantannę i chce do domu. Poszukiwania na spec liście       trwały bardzo długo. Wreszcie znalazł się, oficjalny koniec kwarantanny.

  1. Joanna – telepie ją od rana, głowa pęka. Mierzy gorączkę, ma tylko 37,7. Mąż dzwoni do lekarza, chcą zrobić test. Joanna miał kontakt z zakażonym. Lekarz spokojnie mówi, że nie da skierowania na test, bo gorączka za niska. Musi być powyżej 38. Za 2 godziny jest już 38,9. Znowu telefon do lekarza. Tym razem dał. Przyjeżdża wymazówka, bo Joanna nie ma siły wstać nawet do toalety. Znowu czekanie, tym razem na wynik. Joanna nie ma kwarantanny, mąż też nie ma. Teoretycznie mógłby wyjść do pracy, do sklepu, gdziekolwiek. Siedzi jednak z żoną, b jest rozsądny.
  2. Joanna – wirus w szkole. Nauczyciel z potwierdzonym Covidem w poniedziałek. W czwartek (sic!) Sanepid obdzwania rodziców. Mówią, że kwarantanna od dziś, ale żeby nie panikować, mogą jeszcze zrobić spokojnie zakupy.

Coś tu nie gra? Coś nie pasuje? Ależ dlaczego? Przecież wszystko jest pod kontrolą. Kwarantanna od do, nadzór też. No przecież nie da się wszystkich poinformować, że od już, od natychmiast mamy kwarantannę czy co tam, kilka dni w te czy we w te nie gra roli.

To tylko prewencja. Stacje sanitarno-epidemiologiczne plączą się w zeznaniach, kwarantanna czy nadzór trwają … No właśnie, ile trwają?

Wcześniej było to 14 dni, ostatnio już tylko 10.  A może tylko 3 dni, bo wcześniej nikt nie powiadomił człowieka, że stanowi potencjalne zagrożenie. W papierkach musi być, statystyka jest szalenie ważna. Jak mówią, że 5 tysięcy na kwarantannie, to tak jest. Może tylko ktoś z tych 5 tysięcy dowiedział się 3 dni przed końcem „ograniczenia wolności”?

Jak będzie więcej zachorowań, testów, czy czegokolwiek związanego z wirusem, to być może dowiemy się, że powinniśmy siedzieć w domu, ostatniego dnia kwarantanny, albo wręcz dostaniemy kiedyś tam informację, że oto zaliczyliśmy ją w dniach xx.

balbina