Wyszli z czterech ścian. Dzięki ŚDS

0
77

Mieli takich podopiecznych, którzy nie potrafili sami umyć rąk, albo takich, którzy od urodzenia nie opuścili własnych czterech ścian. Zaczynali działalność w małym gronie, teraz placówka ma więcej chętnych niż miejsc. Mowa o Środowiskowym Domu Samopomocy, który wśród wielu ubiegłorocznych jubileuszy bez większego rozgłosu obchodził swoje 20-lecie.

Kiedy powstawał, był jedną z pierwszych tego typu placówek, najpierw w byłym województwie skierniewickim, później mazowieckim. Dzisiaj wypracowane przez ŚDS formy pracy z uczestnikami stanowią przykład dla innych domów i są źródłem sukcesów jego podopiecznych.

Skorzystaliśmy z okazji
Środowiskowe Domy Samopomocy zaczęły powstawać w 1998 r., po wejściu w życie nowej ustawy o pomocy społecznej. Stworzyła ona możliwość   powoływania placówek pobytu dziennego dla osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych intelektualnie.

Duże zasługi w tym względzie położyła Maria Zajączkowska,   ówczesna dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Pomocy Społecznej  w Skierniewicach i osoba niezwykle oddana swojej pracy – wspomina Zofia Berent, pierwsza kierownik ŚDS, a obecnie dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sochaczewie. – To ona badała możliwości powołania takiej placówki w różnych samorządach. W Sochaczewie trafiła na dobry grunt (burmistrzem był wtedy Ireneusz Felczak) i dzięki temu byliśmy jednym z pierwszych miast, w którym powstał ŚDS. Wkrótce potem zlikwidowano województwo skierniewickie, a nam pozostał swego rodzaju prezent.

Dlaczego prezent? Bo co prawda ŚDS jest placówką miejską, ale finansowaną ze środków wojewódzkich. Powstał on w budynku dobudowanym do działającego wtedy przy ul. Zamkowej Dziennego Domu Pomocy Społecznej. W ten sposób po sąsiedzku znalazły się DDPS oraz ŚDS. A o tym, jak jest potrzebny taki dom, świadczy fakt, że z roku na rok przybywa chętnych.

Placówkę   uroczyście otwarto we wrześniu 1998 r. Na początku liczyła ona 16 pensjonariuszy i znajdowała się w strukturach Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. To pracownicy socjalni tej instytucji, z grona swoich podopiecznych, kierowali do ŚDS osoby z problemami psychicznymi i upośledzeniem intelektualnym.

W 2005 r. Dzienny Dom Pomocy Społecznej przeniósł się na ul. 600-lecia, a pozostałe po nim pomieszczenia weszły w skład ŚDS, co znacznie poprawiło warunki lokalowe. Do placówki, obecnie przewidzianej na 50 osób, uczęszcza 54 podopiecznych.
Być może na początku ani władze miasta, ani społeczeństwo nie zdawało sobie sprawy, jak ważnym miejscem jest ŚDS. Po raz pierwszy osobom niepełnosprawnym intelektualnie i przewlekle chorym psychicznie stworzono warunki, jakich nigdy nie mieli. Zazwyczaj życie pędzili we własnych czterech ścianach lub w stacjonarnych Domach Pomocy Społecznej (zwanych wtedy domami starców). Nawet jeśli nie byli starzy, a nie posiadali opieki w domu rodzinnym, trafiali tam, bo nie było innej możliwości.

Dobrodziejstwo dla obu stron
Otwarcie w Sochaczewie ŚDS pokazało jeszcze jedną smutną stronę naszej rzeczywistości. Wielu ludzi z problemami psychicznymi było ukrywanych przez najbliższych, bo ci wstydzili się takiego członka rodziny.

Joanna Majewska, od 10 lat dyrektor placówki, przypomina historię dwudziestokilkuletniego mężczyzny, który wraz z matką mieszkał na czwartym piętrze bloku w centrum miasta. Kiedy jego opiekunka zmarła, okazało się, że ten niepełnosprawny umysłowo człowiek nie potrafi zejść po schodach, bo nigdy wcześniej nie opuszczał domu. Żeby go zabrać  do placówki, musiało go znosić dwóch pracowników. Ten młody mężczyzna zupełnie nie znał świata, nie wiedział co to roślinność, nigdy nie stał na deszczu, nie widział z bliska samochodu.

To może ekstremalne sytuacje, ale pokazują, ile dobrego zrobiła obecność ośrodka, jak pomału zaczęły się ujawniać rodziny potrzebujące wsparcia w tym zakresie i jakie to dobrodziejstwo dla obu stron.

Rodzice mający w domu dorosłe dzieci niepełnosprawne intelektualnie lub chore psychicznie zrozumieli, że kilka godzin dziennie spędzonych w ŚDS to dla nich nowe doznania emocjonalne, nabywanie i rozwijanie umiejętności, uspołecznienie związane z  przebywaniem w grupie. A dla rodziców to możliwość zagospodarowania tych kilku godzin według własnych potrzeb. Dla jednych jest to szansa na podjęcie pracy, dla innych okazja do załatwienia niezbędnych spraw, albo po prostu odpoczynku od chorych – mówi Joanna Majewska.

Żeby sobie zrobić herbatę
Dopiero w 2010 r. wyszło rozporządzenie określające ramy działalności ŚDS. Wcześniej każda placówka próbowała wypracować własny model funkcjonowania. U nas dużą wagę przywiązywano do terapii zajęciowej, dlatego przez lata powstało wiele pracowni np.: plastyczna, tkacka, stolarska, gospodarstwa domowego. Od 2010 r. terapia zajęciowa jest tylko środkiem pomocniczym. Podstawą działania takich placówek stały się treningi umiejętności. Polega to na wyuczeniu podstawowych zajęć przygotowujących do samodzielnego życia, takich jak higiena osobista, sprzątanie, przygotowanie prostych potraw.

W przypadku niektórych osób głęboko upośledzonych jest to trudne, ale spora grupa naszych uczestników z powodzeniem uczy się odkurzać, uruchamiać pralkę, robić herbatę. Za wielki sukces uważam to, że mamy takie osoby, które same przyjeżdżają do ośrodka autobusem ZKM, co jeszcze kilka lat temu było absolutnie niemożliwe. Wraz z terapeutą poznają topografię miasta, dzięki czemu później samodzielnie odbywają spacery, albo potrafią wsiąść w odpowiedni autobus – cieszy się dyrektor Majewska.

Dla większości ludzi są to prozaiczne, oczywiste czynności, nad którymi nie muszą się specjalnie zastanawiać. Dla części uczestników ŚDS to wielkie wyzwania, których podjęcie staje się ważnym wydarzeniem.

Brak podstawowych umiejętności to najczęściej wina samych rodziców czy opiekunów, którzy w dobrej wierze wyręczają osoby niepełnosprawne we wszystkim. Przychodząc do ŚDS nie potrafią one samodzielnie umyć rąk, są przywożeni lub przyprowadzani za rękę przez rodziców, nie są w stanie podjąć najprostszej decyzji. To czasem budzi w nich bunt i agresję, które wyładowują na innych uczestnikach, a nawet pracownikach. Po kilku latach korzystania z ŚDS zdarzają się takie przypadki, że osoby dotychczas uważane za niezdolne do samodzielnego życia robią prawo jazdy, pracują, realizują swoje pasje, rozwijają talenty – dodaje Zofia Berent.

Ludzie z talentami
Umiejętności podopiecznych ŚDS można podziwiać podczas różnych imprez. Są to np. majowe Dni Rodziny, kiedy rzeczywiście spotykają się całe rodziny uczestników, władze miasta, pracownicy innych placówek   pomocowych. Jest to dobry moment na zaprezentowanie umiejętności   aktorskich, muzycznych,   plastycznych a także rozmów przy grillu i słodkościach. Kolejna okazja do spotkania się osób niepełnosprawnych przypada zawsze we wrześniu, podczas Mazowieckiego Przeglądu Twórczości Artystycznej Środowiskowych Domów Samopomocy organizowanego od wielu lat przez sochaczewską placówkę. Tutaj uczestnicy przeglądu, ich opiekunowie i pracownicy domów mają doskonałą okazję do bycia z innymi, korzystania z dobrych wzorców i zaprezentowania swoich dokonań.

Świetnie znaną imprezą jest także grudniowe wspólne kolędowanie. Do ŚDS przybywają kolędnicy z wielu instytucji, organizacji z terenu miasta i powiatu. Każda grupa ma do wykonania jedną kolędę, którą wkrótce śpiewają już wszyscy. Jest piękna bożonarodzeniowa sceneria, świąteczne upominki i mnóstwo radości.

Choćby dla takich chwil, pełnych dobrej energii, serdeczności i wyjątkowych przeżyć, warto być uczestnikiem   Środowiskowego Domu Samopomocy.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl